Simone Caporale: Dla młodych ludzi ważne jest, by drinki miały duszę - KUKBUK

Simone Caporale: Dla młodych ludzi ważne jest, by drinki miały duszę

Moda na koktajle rozkręciła się na dobre w XVIII wieku. Klimat tych spotkań tworzyli elegancko ubrani ludzie, piękne wnętrza lokali i radość ze wspólnego wyjścia. W tym tkwiła magia. I tej magii dziś ludzie wciąż oczekują – mówi w rozmowie z KUKBUK-iem Simone Caporale, jeden najpopularniejszych na świecie barmanów.

tekst: Magda Malicka
fot. materiały prasowe

Podobno miałeś zostać mechanikiem. 

[śmiech] To prawda! Szkoliłem się na mechanika samochodowego. 

A za barem stanąłeś, bo…?

Przypadkiem! To była praca wakacyjna, za barem dorabiałem, kiedy miałem wolne od szkoły. Właściwie to najpierw pracowałem na zmywaku, potem zostałem barmanem. Zachwycała mnie atmosfera tego rodzaju miejsc. Obserwowałem, jak ludzie bawią się i rozmawiają, spędzają razem czas. Kiedy skończyłem szkołę, doszedłem do wniosku, że bardziej niż naprawianie samochodów interesuje mnie właśnie przygotowywanie drinków. I tak postanowiłem zostać barmanem. A dyplomu mechanika nadal nie odebrałem ze szkoły. [śmiech] 

Obserwowałam cię za barem. Wyglądasz, jakbyś naprawdę cieszył się swoją pracą.

Po prostu kocham to, co robię, i to widać. Mam wielkie szczęście. Myślę, że większość ludzi na świecie nie lubi swojej pracy. Dlatego uważam, że mam obowiązek wykonywać swój zawód najlepiej, jak potrafię. To moje credo.

A co najbardziej lubisz w tym zawodzie?

Uszczęśliwiać ludzi! Uwielbiam na nich patrzeć, kiedy przychodzą do baru, piją to, co dla nich przyrządzam, a na ich twarzach pojawia się zachwyt. Największą radość czuję, kiedy wracają. 

Często wracają? 

Tak. Myślę, że to również dlatego, że za każdym razem staram się ich zaciekawić. Chcę stworzyć coś, co wygląda pięknie i oryginalnie, a jednocześnie wywołuje emocje. Dlatego bawię się teksturą, smakiem, zapachem. Zapach doskonale przywołuje wspomnienia!

Jak według ciebie pachnie Warszawa?

Jestem tu po raz drugi – ostatnio odwiedziłem Warszawę pięć lat temu. Dużo się zmieniło – jest więcej koktajlbarów niż dawniej! Ich liczba rośnie zresztą na całym świecie! Mam wrażenie, że to między innymi dlatego, że zmienia się ludzkie podejście do picia koktajli. Coraz częściej spotykam osoby, które rozumieją, że kryje się za tym pewna filozofia. Szczególnie widać to w przypadku aperitivo – lekkich, gorzkich koktajli pitych przed jedzeniem, zwykle przed kolacją. 

Jaka filozofia kryje się więc za aperitivo?

Przede wszystkim pije się je w konkretnym celu: aby przygotować organizm do posiłku. Słowo aperitivo pochodzi od łacińskiego aperio, co oznacza otwierać się, rozkwitać. Wermuty, na których bazie się je przygotowuje, zawierają wyciągi z ziół, kwiatów i przypraw, na przykład piołunu, bergamotki czy goździków, które mają za zadanie pobudzić apetyt. Gdy do mózgu dociera informacja o tym, że spożywamy coś gorzkiego, żołądek zaczyna intensywniej wydzielać soki trawienne. Jeśli więc pijesz aperitivo na pusty żołądek – pobudzi twój apetyt.

Z drugiej strony spotkanie przy drinku daje ludziom okazję do wspólnego spędzenia czasu, celebrowania małych przyjemności i oderwania się od trudów dnia. 

- Chcę stworzyć dla moich gości coś, co wygląda pięknie i oryginalnie, a jednocześnie wywołuje emocje. - mówi Simone Caporale.

Skąd właściwie wziął się ten zwyczaj?

Trudno powiedzieć, kiedy i w jakich okolicznościach ludzie zaczęli pijać gorzkie alkohole przed posiłkiem. Na pewno miało to miejsce na długo przed tym, jak powstała tradycja nazwana aperitivo i filozofia, która towarzyszy jej dzisiaj. Tę zapoczątkowano w XVI wieku. Wtedy to książę Sabaudii, historycznego regionu położonego na terenie dzisiejszej Francji i Włoch, Emanuel Filip II przeniósł stolicę swojego księstwa z Chambéry do Turynu. Sam również się tam przeprowadził. Ciekaw, co ma do zaoferowania region, próbował lokalnych specjałów – między innymi aromatyzowanych win, znanych dziś jako wermuty. Emanuel Filip II tak się w nich rozsmakował, że zwyczaj picia lekkiego koktajlu na pobudzenie apetytu zagościł na stałe na jego dworze. Nazwano go aperitivo corte [corte – z włoskiego: dwór].

A że w tamtych czasach władcy byli swego rodzaju trendsetterami – jak dzisiejsi celebryci – a dworskie rozrywki stanowiły wyznacznik dobrego smaku, zwyczaj ten powoli rozprzestrzeniał się po Turynie. Moda na koktajle rozkręciła się na dobre w turyńskich kawiarniach w XVIII wieku i wówczas nazwę zredukowano do aperitivo. Co istotne, nie chodziło tu tylko o samą czynność picia czy smak drinków. Klimat tych spotkań tworzyli też elegancko ubrani ludzie, piękne, barokowo zdobione wnętrza lokali, atmosfera radości i satysfakcja ze wspólnego wyjścia. W tym tkwiła magia tego zwyczaju. Aperitivo szybko stało się elementem stylu życia, do dziś we Włoszech jest to bardzo ważna tradycja. Po pracy lub przed kolacją ludzie spotykają się w lokalnych barach i przy drinku cieszą się swoim towarzystwem.

Serwowałeś drinki na całym świecie: w Nowym Jorku, Londynie, Paryżu, Moskwie… Czy w dobie globalizacji goście barów różnią się w swoich oczekiwaniach?

Globalizacja sprawia, że ludzie mają dziś niemal wszystko na wyciągnięcie ręki. Dlatego rozbieżności pomiędzy poszczególnymi krajami się zacierają. W kwestii drinków źródłem różnych oczekiwań są raczej różnice pokoleniowe. Wydaje mi się, że starsi raczej są tradycjonalistami. Za to młodzi ludzie dużo podróżują, zwiedzają, chętnie poznają inne kultury i są ciekawi lokalnych, tradycyjnych smaków charakterystycznych dla różnych regionów świata. Choć cenią sobie współczesny sznyt, ważne jest też dla nich, by produkt miał historię, duszę. I myślę, że w tym właśnie tkwi sekret popularności aperitivo i w ogóle włoskiej kultury – ludziom podoba się, że jest autentyczna, stoi za nią wielowiekowa tradycja.

 

Simone Caporale. Znany na całym świecie barman o charakterystycznym stylu, znany z dbałości o detale i wyjątkowego podejścia do obsługi. Urodzony w Como we Włoszech, rzemiosło miksowania doskonalił w barach w całej Europie, zanim dotarł do światowej mekki koktajli w Londynie – po pracy w różnych ekskluzywnych lokalach dołączył do załogi Artesiana w The Langham Hotel, jednego z najlepszych londyńskich koktajlbarów. W 2014 roku razem z kolegą i mentorem Alexem Krateną zdobyli tytuł najlepszego baru na świecie. W tym samym roku Simone został również uhonorowany nagrodą International Bartender of the Year.


© KUKBUK 2018