Daria Ładocha - propozycje śniadań dla dzieci - KUKBUK

Kanapki wracają do łask. „To fajna propozycja na drugie śniadanie do szkoły”

Najważniejsza jest praktyczność. Dzieci zazwyczaj jedzą przy okazji jakiejś innej czynności. Kanapkę bierze się w rękę, biegnie i jest superzabawa. Dlatego kanapka tak dobrze sprawdza się w szkole – mówi Daria Ładocha, dziennikarka, promotorka zdrowego żywienia i prowadząca program „Patenciary”.

rozmawiała: Anna Daniluk
zdjęcie: Bernard Hołdys

Daria Ładocha

Najważniejsza zasada, której powinniśmy przestrzegać, przygotowując dzieciom śniadania do szkoły, to…

– Po pierwsze powinniśmy przygotować takie drugie śniadanie, żeby dziecko je zjadło. Warto więc wziąć pod uwagę, oprócz zasad zdrowego żywienia, preferencje konkretnego malucha. Śniadania i kolacje jemy razem z dziećmi, staram się, żeby były to posiłki pełnowartościowe i zgodne z zasadami zbilansowanej diety. Szkolne obiady to inna rzeczywistość – tego, co dziewczynki dostają i ile z tego faktycznie zjadają, nie jestem w stanie precyzyjnie ustalić. I nawet nie chcę tego robić – najgorsze pytanie dla dziecka po szkole to, czy zjadło cały obiad. Lepiej zapytać, co ciekawego zdarzyło się w szkole. Na drugie śniadanie natomiast podaję im po prostu coś, co będzie fajną, zdrową przekąską. To zwykle rzeczy, które moje córki lubią, podobne do tego, co jedzą ich koledzy. Bo przecież dzieci do pewnego momentu chcą być do siebie podobne we wszystkim, co robią.

Zatem gdyby trzeba było wybierać, to po pierwsze zdrowo czy po pierwsze upodobania dzieci?

– Jedno i drugie.

Wiemy, co dziecko zje na śniadanie, wiemy, co zje na kolację, ale skoro nie wiemy, co z tym obiadem, w jaki sposób obliczyć porcję drugiego śniadania? Tak, by mieć pewność, że nie jest ani za duża, ani za mała.

– [śmiech] To ruletka! Tę porcję naprawdę trudno oszacować. Każdego dnia dziecko jest przecież w innym nastroju, inaczej zużywa energię, jest winny sposób aktywne. Wiadomo, że jeśli tego konkretnego dnia malec ma w szkole ważne przedstawienie, do jego rozpoczęcia z emocji może nie zjeść nic. Warto pytać dzieci o to, na co danego dnia mają ochotę, choć czasem fajnie jest też niepostrzeżenie rozbudzać nowe upodobania smakowe i przemycać zdrowe przekąski.

Czyli coś, co nie będzie kanapką.

– [śmiech] Nie jestem wielką zwolenniczką wyeliminowania kanapek. Sama żywiłam się nimi w szkole i uwielbiałam to. W klasie kwitł kanapkowy handel wymienny. W pewnym momencie kanapka była walutą. [śmiech] Jeśli chcemy uniknąć monotonii, zamiast kanapek możemy czasem upiec muffiny, przygotować quichealbo inny fajny placek. Im prościej – tym lepiej. Dzieci nie lubią jeść rzeczy, które trzeba nabierać sztućcami, ani tych, które się wylewają. Musi to być tak zwany finger food. Coś, co możemy wziąć do ręki, schrupać, zjeść. Właśnie – im więcej chrupania, tym lepiej. Świetnie sprawdzają się batony mocy albomininaleśniki. Ta odrobina słodkości jest w porządku.

Menu warto planować całościowo. Na przykład – jeśli na drugie śniadanie dziewczynki dostają baton na naturalnym maśle orzechowym, to wiem, że tego masła nie będzie w innych daniach serwowanych tego dnia. Będą w nich natomiast składniki, które wszystkie razem wpiszą się w zasady zbilansowanej diety.

Zwykle drugie śniadanie przygotowuję wtedy, kiedy moje dzieci jedzą pierwsze. I kiedy wiem już, co zjedzą na kolację. Pytam je wówczas, na co mają ochotę, co im zapakować do szkoły. Jednego dnia zgłaszają, że chcą nerkowce, drugiego, że wolą migdały. Zwykle to jest coś, co często mają też inne dzieci. W kupie raźniej!

A co z kolorami w starciu z niejadkami? Jeśli wybredny maluch dostanie do szkoły atrakcyjnie podaną i zapakowaną przekąskę, wzrasta szansa, że ją zje?

– Wszystko zależy od dziecka. Jedna z moich córek, Laura, reaguje na przykład kompletnie na odwrót – im coś jest bardziej kolorowe, tym mniejsza szansa, że to zje. Bardzo lubi za to monoskładnikowe dania. Według tej zasady nie lubi mieć wielu składników na kanapce. Podobnie jest z ryżem czy potrawami bazującymi na makaronach. Myślę, że najważniejsza jest praktyczność.

A owoce?

– Tu też nie ma reguły. Jedna z moich córek uwielbia owoce. Niedawno przyszła do mnie i powiedziała, że w przedszkolu zrobili superdanie i że to była kanapka z arbuzem. Nie chodzi jeszcze do szkoły, ale sądzę, że w przyszłości świetną propozycją dla niej będzie lunch box z przegródkami na różne owoce. U starszej to się nie sprawdzi, nie znosi owoców. Gdybym je jej spakowała, zwyczajnie by je wyrzuciła.

Co ze szkolnymi sklepikami? Jak uchronić przed nimi dzieci?

– Ten problem przerobiłam już z moją córką. Zrobiłam to, bo w szkole otwarto sklepik, mimo protestów rodziców. Dlatego zorganizowaliśmy warsztaty, na których wyjaśniłam dzieciom, co złego się dzieje, jeśli jemy zbyt dużo cukru czy zawierających go produktów. Dzieci na dobrą sprawę nie wiedzą, dlaczego cukier szkodzi. Wiedzą, że zabraniają tego rodzice, ale nie wiedzą dlaczego. Jeśli im się to dokładnie wyjaśni, istotę rzeczy zrozumieją szybciej niż niejeden dorosły. Zdrowe żywienie jest super, mody żywieniowe tym bardziej, ale my – jako rodzice – powinniśmy podążać przede wszystkim za dziećmi. Jeśli one chcą w to wchodzić, wspaniale. Jeśli chcą próbować nowych smaków, tym lepiej. Ale dajmy im prawo wyboru i pozwólmy, by jedzenia pewnych pokarmów też mogły odmówić. My, dorośli, sami przecież dobieramy dania do nastroju i preferencji i nie jemy wszystkiego, co można określić mianem „zdrowe i pożywne” tylko dlatego, że jest zdrowe i pożywne. Rozmowa, tłumaczenie, komunikacja, edukacja. Dzięki temu dzieci nabierają mądrości również w kwestii żywienia. Pozwólmy im na odrobinę swobody w granicach rozsądku. Jeśli zrozumieją, dlaczego słodycze są złe, a warzywa wartościowe, może pewnego dnia w sklepie wybiorą szpinak, tak jak dzisiaj zrobiła to moja córka. Czekałam na to 10 lat. Było warto. 

Jak zrobić kanapki, które zje nawet niejadek?


© KUKBUK 2018