"Pisk, śmiech i szlaban na wychodzenie." Co najczęściej pamiętamy z dzieciństwa? - KUKBUK

„Pisk, śmiech i szlaban na wychodzenie.” Co najczęściej pamiętamy z dzieciństwa?

Kiedy są niegrzeczne, nie są zwykle niegrzeczne, tylko śpiące. Kiedy są niegrzeczne, może są zmęczone, przeziębione, głodne? Może nie są niegrzeczne, tylko pomysłowe! Ciekawskie, energiczne, rozbawione, szukające uwagi. To cechy inteligencji, nie złego wychowania.

Tekst: Agnieszka Wolny-Hamkało
Zdjęcie główne: Emily Reider, Unsplash.com

Co pamiętamy z dzieciństwa? Apele? Nudne kolacje u ciotek? Niedzielne msze i wycieczkę do Muzeum Poczty Polskiej? To, że podsunęliśmy wujowi do picia wodę, w której wcześniej pływała traszka? Czy to, że podpaliliśmy resoraki i zajęła się od nich firanka? A potem wspólne gaszenie zraszaczem do kwiatów! Pisk, śmiech i szlaban na wychodzenie. To się pamięta. I to się już później często nie przydarza nam dorosłym, skupionym na sprawach zakupów, polityki, dużych i małych pieniędzy.

Jako mama staram się pamiętać, że nie ma to jak mała niesubordynacja, nawet jeśli grozi naganą, wezwaniem do szkoły albo wielkim sprzątaniem. Bo takie zbyt grzeczne dziecko może w okamgnieniu stać się zbyt grzecznym dorosłym. A po co ma skończyć na kursie asertywności? Drogie są. I chociaż wolałabym, żeby moje dziecko nie szło „na murek”, gdzie mu zaraz ukradną czapkę, poczęstują papierosem, gdzie będzie pluć na chodnik jak inni (prawie) dorośli chłopcy. Tego mu nie zabronię Jeszcze krzyczę coś z okna, jakieś „pamiętaj”, ale on już chce sam, już go niesie zapaszek słodu z fabryczki frytek. Cóż, też to pamiętam. Co gorsza, mam na zdjęciach: ja 14-letnia, z niebieską szminką na ustach, w narzucie z czarnej koronki i znaczkiem „punk’s not dead”. Wyglądam jak debil. Ale mam poczucie szczęścia absolutnego, kiedy idę przez wagon tramwaju, podzwaniając łańcuszkiem, a reszta pasażerów patrzy na mnie z dezaprobatą. Mogłam sobie chodzić w tych zadziornych ciuszkach. I to było dobre.

Owszem, ciężko jest złapać równowagę pomiędzy dawaniem wolności, poszerzaniem marginesu szaleństwa a chronieniem dziecka przed wpadnięciem do czarnej dziury. Ale warto to robić, w granicach bezpieczeństwa.

Trudno jest się cierpliwie uśmiechać, kiedy nasza ulubiona kiecka zamienia się w plac boju ludzików lego, które – tak wyszło – obficie krwawią keczupem. Jednak przypomnijmy sobie nas samych, ciekawych, co jest we wnętrzu bombki. Czy bateria szczypie w język? Czy wujek Benek podskoczy, kiedy w pupę wbiją mu się pinezki? Trudno, nie obejdzie się bez ofiar. Ale tupanie nogami, grymaszenie, próba postawienia na swoim to budowanie własnej tożsamości. Solidnego, silnego ja. Dlatego nie bądźmy bardzo surowi dla naszych małych buntowników i buntowniczek. Można zamiast tego wspólnie zrobić wlepki – naklejki ze śmiesznymi hasłami i rysunkami, a potem, pod osłoną nocy, porozklejać je z dziećmi na osiedlu. Na niejednego rodzica spojrzano za coś takiego z szacunkiem. I bądźmy czasem niepoważni, życie staje się wtedy odpowiednio nieważkie, a z nas powoli schodzi powietrze. Może dzisiaj przez całe dwie godziny będę wyczilowaną gościówą, raperką z teledysku syna? „Zdejmij tę durną czapeczkę”, wstydzi się za mnie, śmieje. A że w domu jest brudno? Trudno!

Fragment tekstu „Resoraki płoną”, który w całości możecie przeczytać w magazynie „KUKBUK Dzieciaki 2018”.


© KUKBUK 2018