Ortodoksyjny weganizm jest niemoralny? - KUKBUK
reklama

Ortodoksyjny weganizm jest niemoralny?

Czy da się ocalić zwierzęta dzięki jedzeniu mięsa?

Tekst: Tomek Zielke

weganizm

Motywacja stojąca za weganizmem, definiowanym po prostu jako sposób odżywiania się wyłączający produkty pochodzenia zwierzęcego, może być różna, oparta na przykład na względach estetycznych („mięso nie smakuje lub jest odpychające”), zdrowotnych („dieta roślinna jest zdrowsza od mięsnej”) lub politycznych („wielkoskalowa, kontrolowana przez korporacje hodowla mięsa wspiera monopolizację przemysłu żywnościowego”).

Więcej o weganiźmie:

Wakacje na weganie – dokąd jechać?
Jak bezboleśnie zostać weganinem?
5 najlepszych miejsc z wegańskimi śniadaniami

Wydaje mi się jednak, że główną motywacją zwolenników weganizmu, który współcześnie ma postać raczej ruchu społecznego, ideologii (bez negatywnych konotacji) niż tylko diety, jest etyka. Coraz więcej ludzi przyznaje, że produkcja żywności pochodzącej ze źródeł zwierzęcych powoduje możliwe do uniknięcia szkody dla zwierząt hodowlanych i środowiska – za co wini się głównie współczesne wielkoskalowe rolnictwo.

Weganizm, u swoich koncepcyjnych źródeł, nie jest zatem po prostu zbiorem przykazań, których trzeba się ortodoksyjnie trzymać („jedz tylko rośliny”); u jego podstaw leży – przynajmniej powinien, jeśli chcemy uniknąć przemiany weganizmu w pewnego rodzaju religię – krytyczny namysł nad celami i działaniami, które mają propagować i wprowadzać w życie idee sprawiedliwości, obejmującej wszystkie istoty zdolne do odczuwania cierpienia.

Jak możemy przeczytać w tekście amerykańskiego filozofa Donalda Brucknera, opublikowanym w zbiorze „The Moral Complexities of Eating Meat”, najsilniejszy argument za wegetarianizmem (i weganizmem) przedstawia się w skrócie następująco: 1) masowa hodowla powoduje poważne cierpienia zwierząt (dodajmy, że nieludzkich, i w tym sensie będę używał tego słowa); 2) cierpienia te są niepotrzebne, bo można ich uniknąć, jeśli wybierze się dietę roślinną; 3) świadome wspieranie praktyk, które powodują poważne, niepotrzebne cierpienia zwierząt, jest złe; 4) kupowanie i spożywanie mięsa wspiera praktyki masowej hodowli; zatem, konkludując, 5) kupowanie i jedzenie mięsa pochodzącego z masowych hodowli jest złe. I chociaż można podać w wątpliwość przynajmniej część z powyższych przesłanek, to rozumowanie wydaje się faktycznie wspierać abstynencję od mięsa.

Czy rzeczywiście konieczną do przyjęcia konsekwencją płynącą z wyżej przedstawionego argumentu jest to, że musimy całkowicie wyrzec się mięsa i przejść na dietę stricte roślinną? Jak wskazuje Bruckner, możliwych rozwiązań dopuszczających jedzenie mięsa i pozwalających uniknąć całości lub części szkód związanych z wielkoskalową hodowlą jest więcej. Mięso można pozyskiwać na przykład z niewielkich gospodarstw, w których zwierzęta żyją w optymalnych warunkach, a następnie są humanitarnie zabijane, polowań na dzikie zwierzęta, a także korzystać z mięsa zwierząt potrąconych przez samochody.

Bruckner w swoim artykule nie rozwodzi się szerzej nad pierwszymi dwoma źródłami pozyskiwania mięsa. Jak jednak pisze w innym artykule („Our Failed Food Movement”) James McWilliams, amerykański historyk, publicysta i krytyczny weganin, ruch społeczny próbujący zwalczać masowe hodowle i proponujący w zamian źródła lokalne, organiczne, humanitarne, bez modyfikacji genetycznych itp. odnosi do tej pory raczej porażki: pomimo jego wysiłków liczba zwierząt w dużych zakładach produkcyjnych ciągle się zwiększa, przynajmniej w USA. Artykuł kończy dosyć stanowczą konkluzją: zwrot w kierunku lepszego świata musi zacząć się od rezygnacji z udomowienia zwierząt, bez żadnych półśrodków – zresztą nie jest w tej konkluzji odosobniony. Jeśli zaś chodzi o polowania, to oczywiście możemy wyobrazić sobie zgodne z etyką jedzenie mięsa zwierząt, których odstrzelenie jest jedynym sposobem na poradzenie sobie z realnym zagrożeniem dla równowagi jakiegoś ekosystemu.

To właśnie trzecie źródło potencjalnie etycznego pozyskiwania mięsa, czyli potrącone na drodze zwierzęta, jest głównym, a także chyba najbardziej kontrowersyjnym tematem artykułu Brucknera. Wskazuje on, że przyjąwszy logikę rozpisanego wyżej argumentu motywującego wegetarianizm (i weganizm), powinniśmy w miarę możliwości zjadać zwierzęta zabite w wyniku kolizji samochodowych, ponieważ stanowią pełnowartościową alternatywę dla standardowo hodowanego mięsa, a nie przyczyniają się do wspierania masowego rolnictwa. Śmierć zwierzęcia na drodze jest bowiem dziełem przypadku. Wyborem jest natomiast to, co zrobi się z tym mięsem – większość stanów w USA pozwala na zbieranie i zjadanie padliny, natomiast zwierzęta pozostawione przez kierowców na drodze zabiera się na wysypiska, gdzie absolutnie nikt nie może z nich skorzystać. W Polsce usuwaniem zabitych na drodze zwierząt zajmują się najczęściej lokalne władze.

Może się wydawać, że liczba takich wypadków jest niewielka, jednak jak wynika z wyliczeń Brucknera, w Stanach Zjednoczonych w ciągu roku, i to przy bardzo ostrożnych szacunkach, na drogach śmierć ponoszą ponad 2 miliony zwierząt, z których można by uzyskać co najmniej 41 milionów funtów pełnowartościowego mięsa, co jest ekwiwalentem 80 tysięcy krów i 8 milionów dużych kurczaków. W Europie te liczby również są wysokie: w raporcie WWF z 2010 roku możemy przeczytać, że w Niemczech każdego roku dochodzi do 225 tysięcy kolizji z dużymi dzikimi zwierzętami.

No dobrze, ale czy dieta uwzględniająca padlinę to lepsze rozwiązanie niż ta bazująca w 100% na warzywach? Bruckner argumentuje, że tak: jesteśmy moralnie zobligowani do szukania alternatyw dla roślinnego białka w diecie, ponieważ produkcja tego drugiego powoduje cierpienie czujących zwierząt. Ta kwestia nieczęsto pojawia się przy omawianiu problemów weganizmu, ale trzeba pamiętać, że na polach w trakcie uprawy ginie ogromna liczba zwierząt – kombajny i środki ochrony roślin są zabójcze dla gryzoni, ptaków i jaszczurek. Steven Davis, ważna postać w dyskusji o moralnych problemach jedzenia mięsa, pisze w swoim często przytaczanym artykule, że skoro śmierci i cierpienia związanego z karmieniem ludzkości nie można całkowicie uniknąć, powinniśmy zwrócić się ku mniejszemu złu, którym nie jest dieta czysto wegańska.

Solucja miałaby polegać na likwidacji wszystkich hodowli świń, drobiu oraz owiec i zamianie części pól uprawnych na pastwiska, na których wypasane byłyby krowy wykorzystywane do produkcji nabiału i mięsa.

Swoje tezy popiera kalkulacjami, według których przyjęcie tego modelu i zamiana danej powierzchni pól uprawnych na pastwiska pozwoliłyby na ocalenie 300 milionów zwierząt rocznie w stosunku do programu opartego całkowicie na diecie roślinnej. W późniejszej krytyce artykułu Gaverick Matheny i Andy Lamey wskazywali, że obliczenia Davisa były błędne i nie uwzględniały ważnych czynników, co miałoby czynić jego propozycję gorszą, grożącą większymi szkodami niż opcja wegetariańska.

Jedzenie zwierząt zabitych w wypadkach samochodowych unika większości, jeśli nie wszystkich, problemów wynikających z przyjęcia wspomnianych trybów odżywiania: zarówno roślinnych, jak i włączających produkty zwierzęce. Zbieranie świeżej padliny nie powoduje żadnej szkody dla martwego zwierzęcia, natomiast i hodowla zwierząt, i uprawa warzyw wiążą się z takimi konsekwencjami.

Ludzka padlinożerność miałaby być opcją, która, przy braku rezygnacji z jedzenia mięsa, w optymalny sposób przeciwstawiałaby się współczesnym masowych hodowlom.

Oczywiście, można przedstawić szereg krytycznych argumentów przeciwko tezom Brucknera, na przykład: pozbawiamy w ten sposób pożywienia nieludzkich padlinożerców; jedzenie mięsa dzikich zwierząt, szczególnie nieprzebadanego, może wiązać się z ryzykiem zachorowania; ludzie mogą celowo próbować potrącić zwierzę; lepiej postawić przy drogach ogrodzenia; i tak nic to nie da. Pozostają jeszcze problemy regulacji prawnych, odmiennych w każdym kraju, ale pamiętajmy, że tekst Brucknera jest nie tyle praktycznym zaleceniem, ile prezentacją racjonalnych powodów, dla których powinniśmy rozważyć jedzenie zabitych na drogach zwierząt i ewentualnie spróbować zmienić prawo tak, by umożliwiało takie działania.

Jeszcze innym zagadnieniem jest produkcja mięsa w laboratorium lub jedzenie zwierząt, które według dużego prawdopodobieństwa nie są w stanie odczuwać cierpienia, owadów czy niektórych mięczaków, na przykład ostryg, ale to temat na zupełnie inny artykuł. Te problemy – oraz wiele innych – tworzą fascynujące, lecz także wprawiające w zakłopotanie spektrum związanych z jedzeniem moralnych zawiłości i niuansów i trudno w ich kontekście w prosty sposób stworzyć dotyczące codziennych wyborów zalecenia.

 


© KUKBUK 2018