Mroczne sekrety żywności. Są warte majątek - KUKBUK

Mroczne sekrety żywności. Są warte majątek

Guacamole czy tosty z awokado to klasyki w hipsterskich lokalach. Awokado jest modne, pyszne i do tego zdrowe. Tylko z jego produkcją wiąże się kilka mrocznych sekretów.

tekst: Magda Malicka

nieetyczna żywność

Odkąd Zachód oszalał na punkcie awokado, uprawa tego owocu w niektórych rejonach Ameryki Południowej stała się niezwykle opłacalna. Do tego stopnia, że awokado zaczęło przynosić zyski większe niż marihuana i okrzyknięto je mianem oro verde– czyli zielonego złota. Nic dziwnego, że tematem szybko zainteresowały się lokalne organizacje przestępcze, które zmuszają rolników do płacenia haraczy i przemocą przejmują kontrolę nad uprawami. Jak pisał Nathaniel Parish Flannery w brytyjskim dzienniku „The Guardian”, sytuacja w Meksyku stała się na tyle poważna, że lokalna ludność zmuszona jest powoływać oddziały policji obywatelskiej, by chronić plantacje i ich właścicieli przed bandytami.

 

Lasy deszczowe w opałach

Jak czytamy w innym artykule w „The Guardian”, o wymownym tytule „Czy hipsterskie żołądki strawią prawdę o toście z awokado?”, ofiarą tego biznesu pada nie tylko sterroryzowana lokalna ludność, ale także dzika przyroda.

Pod uprawę awokado wycinane są olbrzymie połacie lasów tropikalnych, będących nie tylko zielonymi płucami świata, ale też domem dla wielu gatunków roślin i zwierząt, które giną pozbawione swojego naturalnego środowiska.

Umierają też w trakcie pożarów wywołanych w celu nielegalnego pozyskania ziemi pod uprawy palmy olejowej, między innymi w Indonezji i Malezji, gdzie w wyniku pożarów i wycinek dziesiątkowana jest populacja orangutanów, o czym z kolei pisał Joe Cochrane w artykule dla dziennika „The New York Times”.

O ile ten, kto nie chce przyczyniać się do nieetycznych praktyk związanych z uprawą awokado, może po prostu ograniczyć spożycie tego owocu, o tyle w przypadku oleju palmowego sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. Przede wszystkim dlatego, że znajdziemy go na listach składników wielu produktów, jak choćby czekolada czy pieczywo. Jednak i w tym obszarze rośnie konsumencka świadomość i wiedza o tym, jakie spustoszenie sieje na świecie jego produkcja i jak bardzo szkodzi on naszemu zdrowiu. Producenci żywności wyczuwają nasze nastroje i część z nich rezygnuje z używania tego składnika lub stosuje takie, które pochodzą z certyfikowanych upraw. Przyszłość daje nadzieję na pozytywne zmiany.

Gorzka prawda o czekoladzie

Niestety, awokado i olej palmowy to ledwie początek listy produktów, których pozyskiwanie wiąże się z nieetycznymi praktykami. Gorzka prawda stoi również za naszą ulubioną słodką przekąską, jaką jest czekolada. Większość ziaren kakaowca do jej produkcji jest pozyskiwana na plantacjach w Afryce Zachodniej, gdzie na porządku dziennym jest wyzysk, łamanie praw człowieka i zatrudnianie dzieci. Problem ten opisali Błażej Popławski i Karolina Szeniawska w książce „Gorzka czekolada. Społeczne aspekty uprawy kakao w Wybrzeżu Kości Słoniowej”. Zanim więc kupimy słodką tabliczkę, zastanówmy się, czy nie warto zapłacić kilka złotych więcej za tę z certyfikatem Fair Trade (w angielskim oryginale znaczy to mniej więcej tyle, co „sprawiedliwy handel”). Ma on gwarantować, że pracownicy biorący udział w produkcji są odpowiednio wynagradzani i traktowani, a producent dąży do zminimalizowania jej szkodliwego wpływu na środowisko.

 

Palący problem

Kolejnym problematycznym produktem goszczącym w wielu kuchniach są nerkowce. To nie tylko pyszna przekąska, lecz także doskonała baza wegańskich wersji serników i sosów. Kochamy nerkowce za delikatność, tymczasem ich pozyskiwanie to bardzo trudna praca. Aby wydobyć ich jadalną część, trzeba przebić się przez dwie warstwy twardej skorupy, pomiędzy którymi znajduje się żrący kwas. Pracę tę wykonuje się ręcznie, przede wszystkim w Indiach, skąd pochodzi większość sprzedawanych na całym świecie nerkowców i gdzie minimalizacja kosztów często nie przewiduje ani zabezpieczeń, ani leczenia poparzeń powstałych podczas łuskania. Jak czytamy na łamach brytyjskiego dziennika „The Telegraph”, za 10-godzinny dzień pracy w takich warunkach robotnicy otrzymują wynagrodzenie rzędu 160 rupii – czyli około 8 złotych.

 

Ananas czy brzoskwinia?

Każdy produkt, który trafia do naszej kuchni, ma tak zwany ślad węglowy. Jest to, mówiąc w skrócie, wyliczenie całkowitej emisji gazów cieplarnianych podczas produkcji i transportu. Przykładowo ananas, by pokonać długą trasę z Azji do Polski, będzie prawdopodobnie transportowany statkiem, pociągiem i tirem. Nietrudno więc się domyślić, że jego podróż przyniesie środowisku większe szkody niż przewiezienie na przykład brzoskwini z sąsiedniego województwa. Dlatego jeśli leży nam na sercu dobro naszej planety, powinniśmy wybierać to, co sezonowe i lokalne. A podczas zakupów i komponowania codziennego jadłospisu mieć świadomość, co stoi za naszymi wyborami. I pamiętać, że to my, jako konsumenci, kształtujemy rynek.

 


© KUKBUK 2018