Kulinarny przewodnik po Wietnamie, czyli co i gdzie warto zjeść

Kulinarny przewodnik po Wietnamie, kraju pachnącym miętą i kolendrą

Życie w Wietnamie toczy się na ulicach i chodnikach – od rana do wieczora Wietnamczycy targują się, handlują i mkną na skuterach w sobie tylko znanych kierunkach. Przy malutkich, plastikowych stolikach można poczuć prawdziwy smak orientu – zupy phở, słodkiego bún chả z rybą lub mięsem oraz naleśników bánh khoai.

Tekst i zdjęcia: Marta Cyzio

cao lau

Hanoi

Choć w przewodnikach stolicę Wietnamu często określa się mianem azjatyckiego Paryża, miasto do urokliwych nie należy. Za to właśnie tutaj znajdziemy najwięcej ulicznych „restauracji” i zjemy najlepsze bún chả, jedno z najpopularniejszych wietnamskich dań. Mieszankę mięsa lub ryby z makaronem ryżowym można dostać w wielu wersjach – my polecamy serwowaną w Hong Hoai’s Restaurant. Choć ceny są dość wysokie jak na tutejsze standardy (110 000-155 000 VND za danie, czyli 18-25 zł, podczas gdy średnio w Hanoi płaci się 10-11 zł), warto zaszaleć. Podawana na gorącym półmisku ryba jest świeża i soczysta, usmażona z sosem sojowym, z dodatkiem chili, octu i czosnku. Smak wzbogacają kiełki rzodkiewki, orzeszki oraz obficie dodawane praktycznie do każdego posiłku kolendra i mięta. Danie trzeba samemu nałożyć na papier ryżowy, dodać parę skrawków marchewki, sałaty, a następnie zrolować. Kto woli wersję z wieprzowiną, niech zawinie farsz z mięsnymi pulpecikami w liście sałaty – i pozostaje zachwycać się smakiem. Każdy kolejny kęs wprawia w błogostan, a apetyt nie maleje.

Na przekąskę i kawę warto wstąpić do Nola Cafe. Kawiarnię łatwo przeoczyć, bo schowana w zaułku i trzeba przecisnąć się wąską uliczką, by do niej dotrzeć. W środku za to jest mnóstwo miejsca, wszędzie unosi się zapach kawy. Najlepiej wybrać stolik obok okna, by z bezpiecznej odległości przyglądać się ulicznemu chaosowi – przechodniom manewrującym między skuterami, wózkami i rowerami załadowanymi najprzeróżniejszymi przedmiotami. Udało nam się oderwać na chwilę od fascynującego spektaklu rozgrywającego się przed nami i pochyliliśmy się nad menu. W karcie nie ma tradycyjnych dań, ale tych, którzy zdążyli zatęsknić za znanymi europejskimi smakami, Nola Cafe nie zawiedzie. My za domem jeszcze nie tęsknimy, więc decydujemy się na kawę. Tutejsza jest znacznie słodsza, bo dodane do niej skondensowane mleko niweluje gorycz ziaren kawowca, i tak aksamitna, że deser okazuje się zbędny. Zakochujemy się od pierwszego łyku. Oprócz wyśmienitej kawy Nola Cafe ma jeszcze jedną zaletę – znajduje się przy ulicy Mã Mây, słynącej z fantastycznych restauracji, w których można znaleźć większość narodowych dań oraz europejskie i amerykańskie klasyki w bardzo przyzwoitych cenach.

kawa

W Hanoi dość popularne jest bánh lá. Zawinięte w liście bambusa „ciastko” z tapioki lub ryżu wypełnione jest krewetkami, imbirem, ananasem, czasem mięsem. Macza się je w ostrym sosie czosnkowym. To danie dla wielbicieli mocnych wrażeń smakowych. Konsystencją przypomina znajome ciągutki i skutecznie skleja usta. W smaku meandruje od mdławego do ostrego. Dla wrażliwców degustacja może zakończyć się nudnościami!

Huế

Dawna stolica Wietnamu słynie z monumentalnych grobowców usytuowanych na jej obrzeżach oraz przepięknego Zakazanego Miasta – dawnej siedziby dworu cesarskiego. Oprócz zapierających dech w piersiach widoków znajdziemy tu bánh khoai. Te wietnamskie naleśniki w niczym nie przypominają naszych. Robi się je ze specjalnej mieszanki różnych rodzajów mąki, a najważniejsza jest kukurydziana – to dzięki niej ciasto po usmażeniu ma złoty kolor. Jako nadzienie możemy wybrać ulubione dodatki: ryby, krewetki, grzyby, mięso. Gorące i niezwykle chrupkie, sycą na cały dzień. Bardzo dobre bánh khoai podają w Bistro 34, tuż przy murach Zakazanego Miasta, lub w Family Home Restaurant, ukrytej w bocznej uliczce po drugiej stronie rzeki.

banh khoai7
talerz z banh khaoi

Po deser trzeba wybrać się na większe ulice. Warto poszukać wózków z szyldem „chè”. Za niewielkie pieniądze można spróbować tutejszego przysmaku – puddingu kokosowego z najprzeróżniejszymi dodatkami. Od możliwości aż się w głowie kręci: smoczy owoc, marakuja czy tapioka? Idąc za radą znajomej Wietnamki, wybieramy mango i nerkowce. Słodycz owocu świetnie współgra ze smakiem kokosa przełamanego mocniejszą orzechową nutą. Pyszny deser – idealny na upały.

che

Hội An

To niewielkie miasto co noc rozświetlają tysiące lampionów pływających po wodzie oraz rozwieszonych na drzewach i w wejściach do restauracji. Kiedyś jeden z najważniejszych portów w Wietnamie, dziś – mekka prawdziwych smakoszy. Tutejsi kucharze inspirują się kuchnią japońską, portugalską i chińską. Na talerzach królują ośmiornice, kraby, kalmary oraz pachnące warzywa i owoce. Najlepszych, a zarazem najtańszych przysmaków warto szukać na stoiskach głównego marketu. Regionalne dania przygotowywane są również w wersji wegetariańskiej. Tutejszym specjałem są „białe róże” (bánh bao vạc) – drobne pierożki z przezroczystego ciasta, wypełnione krewetkami lub wieprzowiną, a następnie zwinięte tak, by przypominały kwiaty. Podawane na ciepło z aromatycznym czosnkiem i niewielką ilością ostrej papryki, stanowią delikatne, choć wyraziste danie.

rose4

Największą popularnością cieszy się jednak cao lầu, chrupkie czipsy z mąki ryżowej wymieszane z gęstym makaronem, kiełkami fasoli i kawałkami szarpanej wieprzowiny, przyprawione miętą i niekiedy anyżem. Oszałamiający zapach zaostrza apetyt. Danie jest sycące, słodko-słone i – jak zapewniają miejscowi – zdrowe, bo wodę potrzebną do wyrobienia ciasta na makaron czerpie się z miasta Ba Le, które słynie z czystości.

Dla tych, którzy nie mają ochoty na większy posiłek, świetnym rozwiązaniem jest bánh mì – typowa wietnamska kanapka, którą robi się z bagietki wypełnionej lokalnymi produktami. Kto w wyobraźni widzi złociste francuskie bagietki, ten jest w błędzie. Tutejsze bułki wypieka się z mieszanki mąki pszennej z ryżową, przez co są znacznie grubsze i twardsze. Bánh mì można zjeść w całym Wietnamie, na rogu prawie każdej ulicy stoją wózki, przy których przyrządza się je na poczekaniu. Najpopularniejsze są z wieprzowiną lub jajkiem. Do tego chili, sałata, pocięta marchew, cebula i koniecznie kolendra.

banh mi

Prawdziwą ucztę należy zakończyć deserem. W Wietnamie nie ma zbyt wielu potraw zasługujących na to miano. Wytrwali poszukiwacze mogą jednak znaleźć „mango cakes”, białe słodycze o podłużnym kształcie, wypełnione orzechami i brązowym cukrem. Kolor zawdzięczają mące ryżowej, nazwę – kształtowi, który przypomina mango. W środku nie znajdziemy jednak tego owocu. Deser nie jest zbyt słodki, za to delikatny i naprawdę smaczny. Niestety, zjeść go można tylko w Hội An. Rozkoszując się ostatnimi kęsami, już się zastanawiamy, dokąd wyruszyć w kolejną wyprawę po Azji – Wietnam zaostrza apetyt nie tylko na jedzenie.

mango cake

© KUKBUK 2018