Malka Kafka: W książkach kucharskich jest coś magicznego - KUKBUK

Malka Kafka: W książkach kucharskich jest coś magicznego

Malkę Kafkę trudno opisać w kilku słowach. To bizneswoman, restauratorka i promotorka dobrego życia. Stworzyła sieć roślinnych restauracji Tel Aviv Urban Food, zdobyła tytuł Najlepszego Restauratora Roku 2017 magazynu „Warsaw Insider”. Nam zdradza, jak jej życie zmieniły książki kucharskie.

Rozmawiała: Laura Osęka
Zdjęcie: Wojtek Olszanka
Okładka: Wyd. Filo

Jak wygląda twój świat książek kucharskich?

Mam trochę książek kucharskich w swojej bibliotece zakładowej, z której korzystają wszyscy w firmie, ale nigdy nie używałam ich do gotowania. Jestem rebeliantką. Książki kucharskie zaczęłam kupować dopiero wtedy, kiedy założyłam firmę, bo w gastronomii dania, a co za tym idzie – przepisy muszą się zmieniać dosyć często. W pewnym momencie nie starczało mi własnych pomysłów, więc nabyłam parę książek o kuchni roślinnej i orientalnej, żeby się zainspirować. Mam sporą kolekcję takich wydawnictw po polsku i po angielsku. Te, które bardzo lubię, to książki Ottolenghiego, „Plenty” i „Plenty More” [w Polsce dostępne jako „Obfitość” i „Cała obfitość” – przyp. red.], ale też „Jerozolima”. Jest w nich coś magicznego, czuję, że to jest moja kuchnia, taka, jaką ja gotuję.

A pierwsza książka, z której skorzystałaś?

Pierwszą książką, z którą w ogóle miałam kontakt, była dwutomowa „Kuchnia polska”. W środku nie było żadnych obrazków, trzeba było przy wyborze przepisów czytać je dokładnie. Byłam jeszcze dzieckiem, kiedy do niej zaglądałam. Moja mama też nie korzystała z książek kulinarnych, jest geniuszem w komponowaniu smaków.

Jeśli książki kucharskie trzymasz w biurze, to może na twoim stoliku nocnym są jakieś pozycje okołokulinarne?

Kupuję czasem książki o jedzeniu – o tym, jak się zdrowo odżywiać. Uwielbiam „Jak nie umrzeć przedwcześnie”; mówi o tym, jak jedzenie może nas uleczyć lub zabić. To nie jest prosta pozycja, ale zdecydowanie warto do niej zajrzeć. To moje kompendium wiedzy na temat jedzenia. Jest też jedna, która bardzo zmieniła moje życie – „Sugar blues”, dosyć stara książka o wpływie cukru na nasze zdrowie i o tym, jak koncerny cukiernicze wciskają nam go w jedzeniu. Po jej przeczytaniu rzuciłam cukier, odstawiłam tak jak alkoholik odstawia alkohol, miałam silny zespół odstawienny. To było przerażające. Ta książka wpłynęła mocno na to, co jem.

Jakie książki czytasz w łóżku?

To jest najlepsza tabletka nasenna! Głównie pozycje związane z rozwojem osobistym, dotyczące duchowości i filozofii. Ostatnio ciężko trawię „Galaktykę Gutenberga” Herberta Marshalla McLuhana. Ta książka pokazuje, w jaki sposób wynalazek druku zmienił nasze postrzeganie rzeczywistości, jak rzeczywistość stała się dla nas skwantyfikowana, poszatkowana, nieholistyczna przez to, że zaczęliśmy ją opisywać w książkach za pomocą druku, a nie przekazu ustnego i opowieści. Widzenie świata przestało przypominać teatr, a druk poszatkował nam świat. Ta lektura pozwala nabrać dystansu do rzeczywistości. Potrafię przez pryzmat tej książki spojrzeć na świat inaczej – nie wszystko musi mieć początek i zakończenie. Rzeczy dzieją się wielowątkowo, wielotorowo i wielowymiarowo. Świat wygląda bardziej jak drzewo, a przez to, że przyzwyczailiśmy się do drukowanej narracji, wydaje nam się, że wszystko biegnie po płaskiej strzałce czasu. I tak od kulinariów przeszłyśmy do filozofii.

A co powiesz o „Obfitości” i „Całej obfitości” Yotama Ottolenghiego?

Dwie fantastyczne publikacje, dzięki którym ich autor stał się gwiazdą w świecie książek kucharskich. Wegetariańskie, choć sam nie stroni od mięsa, pokazują inne oblicze warzyw, owoców, ziaren i nabiału. Zawarte w nich przepisy zostały przygotowane tak, że nie ma wątpliwości, jak ugotować daną potrawę, a towarzyszące im zdjęcia są po to, by pokazać jedzenie, a nie wszystko wokół. Proste i smaczne potrawy z lekkim zacięciem bliskowschodnim – ale nie takim jak w późniejszej „Jerozolimie” – pozwolą każdemu stać się gwiazdą we własnej kuchni.


© KUKBUK 2018