Modern Meadow, czyli Nowoczesna Łąka. Jak powstaje mięso in vitro?

Przyszłość jedzenia. „Będziemy hodować mięso w ogródku”

W ciągu roku w celach konsumpcyjnych zabija się w Ameryce więcej zwierząt, niż jest ludzi na świecie. A to tylko przykład obrazujący skalę problemu. Czy ludzkość zdoła go rozwiązać? W swojej książce „Czyste mięso…”, której fragmenty publikujemy, sprawdza to Paul Shapiro.

AUTOR: Paul Shapiro

czyste mieso

Oglądaliśmy brzęczące cicho reaktory, w których odbywa się hodowla, kiedy Forgacs [Andrea Forgacs, pomysłodawca i współzałożyciel firmy Modern Meadow – działającej od 2011 r. i będącej pierwszą komercyjną próbą hodowli mięsa i skóry w laboratorium – przyp.red.], zaskoczył mnie prostym pytaniem: – Chcesz spróbować?

Przyjechałem tam, żeby obserwować, nie jeść, do tego po ponad dwóch dekadach szczęśliwie spędzonych na diecie wegańskiej nie miałem szczególnej ochoty na wołowinę. Byłem również świadomy tego, że – przynajmniej w tamtym czasie – znacznie więcej osób zdążyło polecieć w kosmos niż zjeść mięso wyhodowane w laboratorium. (…) tylko kilku naukowców próbowało wyhodować mięso in vitro, a skosztowało go najwyżej dwudziestu ludzi.

– Od bardzo, bardzo dawna nie jadłem mięsa, więc nie jestem pewien, czy moja recenzja na coś się przyda – zdołałem wydukać na wpół żartobliwie, na wpół z nadzieją, że uda mi się wykręcić. (…)

– Nie martw się – uspokoił mnie Forgacs. – Jesteś naszym gościem. Zresztą to tylko mała próbka. Nazwijmy ją czipsem ze steka. Jego produkcja kosztuje najwyżej sto dolarów. A niedługo ta cena znacznie spadnie.

Zjadłem w życiu wiele frytek ze stekiem, ale ten czips ze steka to zupełnie inna historia. Forgacs nie chciał jedynie wyhodować jedzenia, które jedliśmy do tej pory, takiego jak burgery; zamierzał również wynaleźć całkiem nowe doświadczenia kulinarne. Pomysł na czipsa ze steka – wyobraźcie sobie czipsa ziemniaczanego zrobionego z mięsa – wziął się ze świadomości, że o wiele taniej będzie wyhodować cienkie płatki mięsa niż bardziej złożone kawałki. Czy ci, którzy kupują dziś na stacji benzynowej suszoną przekąskę beef jerky, spróbują też stekowych czipsów?

– Dużo białka, mało tłuszczu, szalenie wygodne. Ja bym je kupił – powiedział z uśmiechem Forgacs.

Choć z początku się wahałem, zorientowałem się szybko, że mam szansę stać się jednym z pierwszych ludzi na świecie, którzy spróbują tak sławnego i kontrowersyjnego produktu. Przyjąłem więc hojną propozycję mojego gospodarza.

„Czy wciąż jestem wegetarianinem?”

Forgacs wyciągnął czipsa z pojemnika. Uśmiechnąłem się i wziąłem go do ręki, zastanawiając się, jak moje ciało zareaguje na pierwszy kawałek mięsa od dwudziestu lat. Nie miałem etycznych oporów przed wzięciem do ust tego mięsa, wciąż jednak czułem się dziwnie na myśl o zjedzeniu zwierzęcego ciała – zwłaszcza ciała tak osobliwego. (…)

Czips wyglądał jak kawałek suszonej wołowiny. (…) Podniosłem mięso do ust, wziąłem głęboki wdech i położyłem je na języku.

Czytałem historie wieloletnich wegetarian, którzy po spróbowaniu mięsa po raz pierwszy od długiego czasu doznawali najróżniejszych wrażeń: od euforii i wyrzutu endorfin po mdłości, ból brzucha i wymioty. Nic podobnego mi się jednak nie przydarzyło. Żułem czipsa, który smakował dobrze i przywiódł mi na myśl grilla. W mojej głowie pojawiały się kolejne pytania: Czy zrobi mi się niedobrze? Czy wciąż jestem wegetarianinem? Czy to w ogóle istotne?

Tak naprawdę nie ma specjalnego znaczenia, czy wegetarianie i weganie będą jedli mięso z hodowli, nie z uboju. Nie oni są grupą docelową. Najważniejsze pytanie – pytanie, które zadawałem sobie w biurze Modern Meadow i na które odpowiedzi szukać będę w tej książce – brzmi: Czy mięsożercy zaakceptują tę nową metodę produkcji wołowiny, kurczaka, wieprzowiny i mnóstwa innych produktów zwierzęcych, które stały się tak ważną częścią naszego jadłospisu? Czy jako społeczeństwo jesteśmy gotowi choćby rozważyć oswojenie się z wyhodowanymi w laboratorium produktami zwierzęcymi, nosząc skórę wyprodukowaną in vitro przez Modern Meadow? (…) A nawet jeśli zaakceptujemy taką żywność i takie stroje, czy Modern Meadow i podobne przedsiębiorstwa zdołają wprowadzić swoje produkty na rynek na tyle wcześnie, by naprawić szkody powodowane przez hodowlę przemysłową? Mówiąc krótko: czy ten skromny, choć drogi czips z wołowiny zapowiadał przyszłość jedzenia?

Nasz gatunek stanął w obliczu kryzysu: jak mamy wykarmić miliardy ludzi na planecie, której zasoby są już na wyczerpaniu, skoro populacja wciąż rośnie? Od 1960 roku powiększyła się dwukrotnie, jednak konsumpcja produktów zwierzęcych wzrosła aż pięciokrotnie, a ONZ przewiduje, że będzie rosła nadal. Sprawy jeszcze bardziej komplikuje to, że biedniejsze kraje, takie jak Chiny i Indie (które są jednocześnie najludniejsze na świecie), bogacą się, a wielu ich obywateli, których dieta opierała się dotąd na roślinach, zacznie domagać się bardziej amerykańskiego jadłospisu, pełnego mięsa, jajek i nabiału – produktów zarezerwowanych dotąd dla bogaczy. Jak zauważają eksperci od zrównoważo- nego rozwoju, biorąc pod uwagę, jak nieefektywna jest hodowla zwierząt na pożywienie w porównaniu z uprawą roślin, ziemia po prostu nie jest w stanie sprostać takiemu wzrostowi popytu na produkty zwierzęce. Zmiany klimatyczne będą zbyt duże, wylesianie zbyt dotkliwe, zużycie wody zbyt wielkie, a okrucieństwo wobec zwierząt zbyt nieznośne.

Zielona rewolucja i co dalej?

Zgodnie z przewidywaniami, w 2050 roku ziemię będzie zamieszkiwać dziewięć do dziesięciu miliardów ludzi. Jeśli większość z nich zdobędzie wystarczające środki, aby jeść równie obficie co mieszkańcy Zachodu – zwłaszcza Amerykanie – trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób mielibyśmy zapewnić ogromne połacie terenu i pozostałe zasoby konieczne, by zaspokoić ten popyt. Co roku dla samych Amerykanów hoduje się i zabija ponad dziewięć miliardów zwierząt, nie licząc zwierząt wodnych, takich jak ryby, które liczy się na wagę, nie na sztuki. Oznacza to, że w ciągu roku w celach konsumpcyjnych zabija się w Ameryce więcej zwierząt, niż jest ludzi na świecie. I prawie wszystkie są przez całe życie zamknięte w kombinatach przypominających raczej gułagi niż gospodarstwa.

Zielona rewolucja – podczas której badania nad rolnictwem doprowadziły do ogromnego pomnożenia plonów – pozwoliła ludziom produkować większą ilość jedzenia przy wykorzystaniu mniejszych zasobów, jednak czas, który zyskaliśmy, zwiększając naszą rolniczą produktywność, się kończy, musimy więc znaleźć drogę, która wyprowadzi ludzkość z wywołanego przez nas samych kryzysu. (…)

Trwa wyścig, na którego mecie znajduje się możliwość wprowadzenia na rynek pierwszych wyhodowanych w laboratorium produktów zwierzęcych. Start-upy dostają miliony dolarów od największych inwestorów świata venture capital, którzy mają nadzieję zmienić sposób, w jaki jedliśmy i ubieraliśmy się przez tysiąclecia, a zwłaszcza przez ostatnie pół wieku, kiedy to chów przemysłowy zwiększył dostępność produktów zwierzęcych, powodując niezliczone skutki uboczne. Oczywiście jednocześnie chcą na tym zarobić.

Skoro mamy lokalne browary, które specjalizują się we własnych piwach rzemieślniczych, może kiedyś będziemy mieli lokalne warzelnie mięsa? Forgacs z Modern Meadow tak właśnie sądzi. „Kadź browarnicza jest fermentatorem. Odbywa się w niej hodowla komórek. Zamiast warzyć piwo, moglibyśmy warzyć skórę albo mięso. Nietrudno sobie to wyobrazić”.

Możliwe, że nie tylko będziemy mogli hodować mięso w warzelniach (które nazwiemy na przykład „mięsalniami”?), ale też we własnych domach. Być może, tak jak mamy dziś w kuchni wypiekacze chleba i maszynki do lodów, będziemy mogli kiedyś sprawić sobie też maszynki produkujące mięso?

Japoński start-up Integriculture, założony przez chemika Yukiego Hanyu, rozpoczął już projekt o nazwie Shojinmeat, w ramach którego tokijscy studenci dostają zestawy narzędzi pozwalające wyhodować własne komórki mięśni w domach. Końcowy produkt nie przypomina tradycyjnego mięsa, jednak system produkcji prototypów wielkości mikrofali daje przedsmak tego, co może przynieść przyszłość.

Doktor Mark Post – kolejny naukowiec pracujący na tym polu – przewiduje czas, kiedy ludzie tacy jak on będą „sprzedawać torebeczki z komórkami macierzystymi tuńczyków, tygrysów, krów, świń czy dowolnego innego mięsa, które będzie można wyhodować w spokoju we własnej kuchni”.

„Jedzcie mięso, nie zwierzęta”

Jako człowiek, który próbował już hodowanych w laboratoriach wołowiny, drobiu, ryb, nabiału, a nawet foie gras i trzymał w dłoniach hodowaną skórę, napisałem tę książkę, by przyjrzeć się obietnicy, jaką niesie ze sobą ta nowa branża. Zajmując się zawodowo ochroną zwierząt, znalazłem się na pierwszej linii pozornie niekończącej się bitwy między przemysłem mięsnym a obrońcami zwierząt i środowiska. Być może jednak uda się tę bitwę zakończyć zwycięstwem obu stron: ludzie wciąż będą jeść mięso, ale ani planeta, ani zwierzęta już tak bardzo na tym nie ucierpią. Całkiem możliwe, że kiedy produkty opisane w tej książce zostaną wprowadzone na rynek, organizacje zajmujące się ochroną zwierząt zaczną wołać: „Jedzcie mięso, nie zwierzęta”. (…)

Jeśli firmy zajmujące się rolnictwem komórkowym odniosą sukces, może on okazać się największym przełomem w produkcji jedzenia od czasów rewolucji rolniczej, która miała miejsce około dziesięciu tysięcy lat temu. Być może okaże się on też rozwiązaniem niektórych z najbardziej naglących problemów, z którymi mierzymy się na początku XXI wieku.

*Fragment książki „Czyste mięso. Jak hodowla mięsa bez zwierząt zrewolucjonizuje twój obiad i cały świat” w polskim przekładzie Natalii Mętrak-Rudej


© KUKBUK 2018