Książki kulinarne, które zmieniły życie – Maia Sobczak - KUKBUK

Książki kulinarne, które zmieniły życie – Maia Sobczak

Jakie książki inspirują Maię Sobczak, królową wegańskich przepisów, która kuma kaszę i hołduje zasadzie zero waste?

Tekst: Laura Osęka
Zdjęcie okładki: Buchmann

Maia sobczak kukbuk

Maia Sobczak, jak sama o sobie pisze, jest uśmiechniętą i ciekawą życia mamą małego Hugona. Z pasji i z zawodu jest psychologiem i dietetykiem holistycznym. Propaguje uważne odżywianie. Napisała cztery książki kucharskie, ostatnia, „Qmam kasze do ostatniego okruszka”, uczy, jak nie marnować jedzenia.

Laura Osęka: Jakie książki cię inspirują?

Maia Sobczak: W książkach kucharskich głównie oglądam zdjęcia, bo jestem wzrokowcem. Patrzę, jak coś zostało przedstawione, jak wygląda, jaka jest atmosfera na zdjęciu, czy danie mnie podnieca na tyle, że chciałabym je zjeść. Bardzo lubię książki Yotama Ottolenghiego, są takie piękne. Wśród nich „Nopi”, „Obfitość”, która inspiruje do tworzenia kolejnych dań. Lubię też książki Sophie Dahl, są bardzo ładne, ciepłe i domowe. Mam niewiele własnych książek kucharskich. Z najnowszych ogromne wrażenie zrobiły na mnie książki Olii Hercules. Wprawiły mnie w niesamowity nastrój, taki prawdziwie dotykający duszy. „Kaukasis” jest bardzo w moim stylu, pokazuje nieidealność sytuacji, chwyta momenty. Kuchnia, o której opowiada, jest zbliżona do naszej, dużo w niej pierożków i ukochanych kiszonek. Moim zdaniem kuchnie i smaki dobrze pokazują usytuowanie w świecie.

L.O.: Czy pamiętasz książkę kucharską, z której ugotowałaś coś po raz pierwszy?

M.S.: Problem w tym, że chyba jeszcze nigdy nie ugotowałam niczego z przepisu. Przepisy zawsze traktowałam jak drogowskaz, kierunek, w którym można podążać – i do tego namawiam w swoich książkach, by tak traktować moje przepisy. Z dzieciństwa pamiętam książkę, która bardzo mnie zainteresowała – pełna zdjęć i obrazków tego, co można zrobić z jedzenia, jak wyczarować jeżyki, myszki, bo to taka książka, w której jedzenie udawało coś innego. A potem, choć nie wiem, czy można to uznać za książkę, stary notes mojej babci. W nim moja mama, moja ciocia i moja babcia zapisywały przepisy. Wtedy książek nie było tyle, ile teraz; jeśli były, to w zasadzie nie miały obrazków, a i z ich dostępnością nie było różowo.

L.O.: Gdybyś miała na swoje ukochane Bali pojechać z jedną jedyną książką kulinarną, to z którą?

M.S.: Trudny wybór. Oglądanie książki kulinarnej nie do końca oznacza, że będę z niej gotować. Próbuję w niej złapać czyjś sposób myślenia i odczuwania. Ja gotuję na swój sposób, intuicyjnie – po prostu samo się dzieje. Może wzięłabym książkę, która kojarzy mi się ze smakami dzieciństwa, taki mój osobisty comfort food. Albo taką, w której widać nieidealność, jakieś rozkwaszone warzywa i pochlapany obrus. Może moją własną? Bo mnie czasami też coś nie wychodzi, przypali się albo rozciapie, i muszę się pożegnać z jakimś przepisem, choć bardzo dbam o to, żeby niczego nie marnować. Na tych potknięciach, na nieidealnych sytuacjach można się wiele nauczyć. Trening czyni mistrza, we wszystkim.

Olia Hercules, „Kaukasis”

Plotka głosi, że ta książka powstawała szybko, w drodze. Jej lektura sprawia, że czytelnik może odnieść wrażenie, jakby sam był w podróży do Gruzji i innych krajów Kaukazu – wraz z autorką odwiedzał miejsca z pyszną kuchnią i spożywał niesamowite dania. To książka domowa, zdecydowanie nieidealna, niewystylizowana ponad miarę, bardzo prosta w przekazie i złożona z najprostszych elementów. Jednak w tej prostocie i w słowie siła. Warto się z tą publikacją zapoznać choćby dla wstępów do przepisów, które serwuje autorka, a jeśli nie dla nich, to dla zdjęć i potraw, jakże bliskich polskiemu sercu.


© KUKBUK 2018