Ciemne strony zero waste – kiedy kończy się zdrowy rozsądek? - KUKBUK

Ciemne strony zero waste – kiedy kończy się zdrowy rozsądek?

Choć trend zero waste dotarł do nas z poślizgiem, to od razu z niezwykłym przytupem. Jego wyznawcy podkreślają, ile jedzenia marnuje się na świecie, na którym jednocześnie panuje głód. Czy to ma sens? Z pewnością da się żyć bez produkowania ani grama śmieci, ale po co?

Tekst: Laura Osęka

Trend zero waste oparty jest na mądrych założeniach: kupuj mniej i marnuj mniej, nie wyrzucaj tego co nadaje się do jedzenia. Nie sposób zakwestionować słuszności tych wskazówek, ale potraktowane zbyt dosłownie, potrafią doprowadzić do granic absurdu i szaleństwa. Niektórych skłaniają do freeganizmu, a więc do grzebania w śmietnikach przy supermarketach i odzyskiwania z nich warzyw i owoców nadgniłych czy nadpleśniałych. Tymczasem toksyczne działanie pleśni ma wpływ na cały produkt, zwłaszcza, gdy jest on miękki i wilgotny.

Zero waste to też dojadanie resztek z obiadu. W naszych lodówkach często czają się pudełka z resztką kaszy czy ryżu. Nic w tym złego, ale taki zapomniany ryż może łatwo doprowadzić do zatrucia pokarmowego. W ciepłym ryżu, który odpoczywa w garnku już po ugotowaniu, po pewnym czasie zaczynają namnażać się bakterie ze szczepu Bacillus Celeus, przy czym najszybciej rozwijają się w temperaturze około 37 stopni. Jeśli chcemy ryż wykorzystać ponownie, należy go bardzo szybko wystudzić i od razu schować do lodówki albo utrzymywać cały czas w temperaturze powyżej 63 stopni (tak robią pracownicy barów azjatyckich, korzystając z urządzeń do gotowania ryżu).

Jak zagospodarować resztki w lodówce? Podpowiada marka Grundig, ambasador idei Respect Food

Więcej o filozofii zero waste:

Modne stało się też gotowanie z obierek i resztek, czy to marchewki, czy innych warzyw korzeniowych, a wręcz z zawartości kompostownika. W skórkach warzyw i nasadach ich liści zbierają się wszystkie te związki, z którymi roślina miała do czynienia w trakcie swojego ziemnego i sklepowego życia. W związku z tym, jeśli rolnik nie był do końca ekologiczny, to dużą część tego, czym postanowił podlewać swoje plony, znajdziemy właśnie w skórce i nasadzie liści.

Najgorzej sprawa ma się w przypadku ziemniaków, a popularne chipsy ze skórki to dosyć duża dawka azotanów i niejednokrotnie pestycydów, których jednocześnie próbujemy unikać.

Co w przypadku warzyw ekologicznych? Takie resztki warto zbierać do woreczka w zamrażarce, pytanie tylko, ile czasu zajmie nam zebranie takiej ilości, której przetworzenie będzie miało sens. Czasami lepiej zrobić kompostownik i wykorzystać te obierki do nawożenia roślin.

Popularne pesto z liści rzodkiewki i marchewki smakuje świetnie, ale tak samo, jak w przypadku skórek, w liściach znajduje się to z czym roślina miała do czynienia. Szczególnie w przypadku nowalijek, gdy jesteśmy mocno wyposzczeni po okresie chłodu i braku świeżych warzyw, warto mieć to na uwadze. W liściach rzodkiewki (tak samo, jak w jej korzeniu, ale w większej ilości) zgromadzą się wszędobylskie azotany i pestycydy. Jeśli już musimy jeść liście rzodkiewki, wybierajmy okazy drobne i mocno zielone. W przypadku marchewki, w której naci znajdziemy sporo żelaza, warto poczekać na prawdziwy sezon na marchew i z tej kupowanej w supermarkecie liście jednak odcinać.

W przypadku większych imprez czy rodzinnych świąt ilości potrzebnego jedzenia łatwo przeszacować. Po tygodniu odgrzewania nawet bigos straci smak, a na większość kilkudniowych przysmaków i tak już nie mamy ochoty. Jedzenie ma być apetyczne, ma łączyć a nie dzielić, dlatego, jeśli zostaje dużo resztek, można je z powodzeniem oddać potrzebującym. Należy jednak mieć świadomość, że i w ich przypadku nie można sobie pokpić podstawowych zasad przechowywania żywności.

Ludzkie ciało to nie śmietnik, więc nie traktujmy go w ten sposób. Podejście „zjedz, bo się zmarnuje” szybko prowadzi do nadmiaru energetycznego, a co za tym idzie, kolejnych wałeczków tu i ówdzie oraz zmarnowanych pieniędzy wpakowanych w karnet na siłownię, trenera personalnego, leki i suplementy.

Skrajnym tego przypadkiem jest wymyślanie dań i kupowanie dodatkowych składników, byle tylko nie zmarnować łyżki śmietany. Nie jedzmy do ostatniego okruszka, gdy jesteśmy już najedzeni. Dietetycy wykonują mozolną pracę, by nas tego oduczyć, nie niweczmy jej.

Idea, jaka kryje się za trendem zero waste jest słuszna – marnujmy mniej. Jednak żeby tego dokonać, trzeba nauczyć się przede wszystkim robić zakupy z listą i z głową. Nie popadajmy w szał, jak amerykańscy łowcy okazji, nie budujmy spiżarni, dzięki której można wyżywić pół armii. Kupujmy mniej – nie cały na miesiąc, nie na tydzień, ale w przypadku łatwo psujących się produktów, warzyw i owoców, na kilka dni. Nie gromadźmy zapasów mąki czy kaszy, bo łatwo jełczeją. Nauczmy się mądrze gotować i planować posiłki. Wtedy zero waste naprawdę będzie miało sens, bo podążając za modą niemarnowania jedzenia, nie zmarnujemy równie cennego czasu, którego też mamy deficyt.


© KUKBUK 2018