Stolarz buduje hotel. 100 lat później śpi w nim Barack Obama i Michael Jackson - KUKBUK

Stolarz buduje hotel. 100 lat później śpi w nim Barack Obama i Michael Jackson

Każda europejska stolica ma swój klejnot w koronie miasta. Do monumentalnych pięciogwiazdkowych hoteli przytulone są główne deptaki i najlepsze restauracje. Budowane pod koniec XIX i na początku XX wieku na wzór królewskich pałaców, od ponad 100 lat nocują najwybitniejsze postaci z mikro- i makroświata biznesu, kultury i nauki. Onieśmielają przepychem i szokują cenami. W Berlinie najdumniejszy ze wszystkich jest hotel Adlon.

tekst: Kasia Stadejek
zdjęcia: materiały prasowe

Od pucybuta do milionera

Jego twórca, Lorenz Adlon, urodził się w 1849 roku w Moguncji, jako szóste z dziewięciorga dzieci szewca i położnej. Na życie miał zarabiać jako budowniczy szaf, ale szybko wyczuł pieniądze gdzie indziej i przestawił się na gastronomię i hotelarstwo, które rozkwitały w trwającym właśnie okresie intensywnego rozwoju gospodarczego. Być może to właśnie skromne pochodzenie ukształtowało w nim siłę przebicia i obrotność. Założył w rodzinnym mieście sklep z winem i zaczął przypatrywać się regułom rządzącym światem gastronomii. Pierwszy wielki sukces osiągnął w 1876 roku, organizując catering dla tłumów oglądających finał narodowego konkursu strzeleckiego. Dwa lata później otworzył restaurację dla turystów i zajął się eksportem niemieckiego pilznera do Holandii i Belgii. Były to słuszne podwaliny kolejnego sukcesu, którego rozmiaru Adlon nie wymarzyłby sobie w najśmielszych snach.

Pod koniec lat 70. postanowił przeprowadzić się do Berlina, gdzie rozwijał swój winiarski biznes. Jego sklep na Wilhelmstrasse w szczytowym momencie mieścił 3 miliony butelek, których wartość wzrosła niebotycznie po pierwszej wojnie światowej. Zanim jednak światowy pokój został zburzony, Adlon wykarmił uczestników kilku wielkoformatowych imprez w Niemczech i okolicach, a za zarobione pieniądze nabył restauracje i kawiarnie w Berlinie, Moguncji i Amsterdamie. Najpopularniejsza z nich mieściła się przy jednej z wielkich berlińskich alej – Unter den Linden. Do miejskiej socjety wprowadził go dyrektor orkiestry Benjamin Bilse, więc gdy Adlon otworzył w atrakcyjnych punktach miasta kolejne restauracje, tym razem eleganckie i wyrafinowane, wśród gości nie brakowało arystokracji. Najznamienitszy z nich miał na zawsze zmienić jego życie.

Hotel Adlon w latach 50. (fot. wikimedia.org / CC BY-SA 3.0 de)

Nowy hotel cesarza

Wilhem II, ostatni z niemieckich cesarzy, był młody – w chwili objęcia tronu miał 29 lat – i ambitny. Jego polityka zagraniczna opierała się na żądzy krwi, pragnął wielkości i podbojów. Gdy jego goście odwiedzali Berlin, nie miał gdzie ich lokować. Miejski zamek był zimny i nieprzytulny, a miastu brakowało dostojnego hotelu na miarę Londynu czy Paryża. Lorenz Adlon zgodził się z cesarzem. Znów wyczuł interes nosem i postanowił taki hotel postawić. Wymarzona lokalizacja okazała się zajęta – przy placu Paryskim, tuż obok Bramy Brandenburskiej stał już zabytkowy pałac projektu słynnego pruskiego architekta Karla Friedricha Schinkla. Jednak dla cesarza nie ma rzeczy niemożliwych. Po wstawiennictwie Wilhelma II pałac zrównano z ziemią, ku oburzeniu mieszkańców miasta, a na jego miejscu stanął najnowocześniejszy hotel w Niemczech. Mógł się pochwalić własną elektrownią, pralnią i ciepłą wodą w kranach, co nie było w tamtych czasach standardem. Adlon zainwestował w niego większość swoich pieniędzy, a całość kosztowała 20 milionów złotych marek (dzisiejsza równowartość to 250 milionów euro). Uroczyste otwarcie hotelu Adlon w 1907 roku uświetnił swoją obecnością cesarz, ojciec chrzestny budynku. Jako pierwszy przekroczył jego próg, a potem rok w rok płacił 150 tysięcy złotych marek za to, aby na jego gości zawsze czekały wolne apartamenty. Urządzony w stylu neobarokowym, stanowił obiekt niezwykle kompletny pod względem oferowanych atrakcji. Jego goście mogli korzystać z restauracji, kawiarni, fryzjera i barbera, sklepu z cygarami, palmiarni, ogrodu japońskiego i wielu innych obiektów. Co ciekawe, hotelowe meble Adlon zamówił w mogunckim zakładzie produkcyjnym, gdzie pracował za młodu.

Hotel Adlon w 1926 r. (fot. wikimedia.org / CC BY-SA 3.0 de)

Gigantyczna inwestycja Adlona zwróciła mu się bardzo szybko. Dzięki patronatowi rodziny cesarskiej hotel był stale pełny – arystokracja i wyżsi oficerowie zostawiali w nim niemałe kwoty, ambasady poprzenosiły do hotelu swoje biura, a w niezliczonych salach balowych regularnie bawili się notable. Pierwszą wojnę światową hotel przetrwał bez uszczerbku, a lata powojenne były dla niego dużo bardziej łaskawe niż dla samego Lorenza Adlona. Gdy w 1918 roku cesarstwo upadło, Wilhelm II został wygnany do Holandii, a przez Bramę Brandenburską został po raz pierwszy puszczony ruch samochodowy. Adlon nie miał powodu, żeby rozglądać się przed przejściem przez ulicę. Mimo że potrąciło go wtedy auto, nie wyrobił sobie pożytecznego nawyku i w 1921 roku zginął pod kołami samochodu nieopodal swojego hotelu. Cesarz z wygnania przysłał na pogrzeb wieniec, a główna gazeta codzienna Moguncji napisała, że „arystokrata wśród hotelarzy przekwaterował się do lepszego hotelu”.

Wśród najznamienitszych gości hotelu Adlon w międzywojniu można wymienić między innymi Thomasa Edisona, Henry’ego Forda, Johna Rockefellera, Gretę Garbo, Marlenę Dietrich, Alberta Einsteina czy Charliego Chaplina. Tego ostatniego przy wejściu do hotelu przy okazji premiery „Świateł wielkiego miasta” fani oblegli tak ciasno, że któryś chwycił komika za spodnie i prawie je z niego zerwał.

Hotel Adlon, bal dziennikarzy, lata 30. (fot. wikimedia.org / CC BY-SA 3.0 de)

Podczas drugiej wojny światowej hotel określano „Małą Szwajcarią”. Stanowił neutralny grunt – spotykali się w nim dyplomaci, a naziści unikali awantur, chociaż to właśnie w Adlonie nocowała Ewa Braun podczas wizyt w Berlinie. Omijały go bomby i strzały, chociaż dla bezpieczeństwa gości wokół lobby wzniesiono mur, mający chronić przed latającym gruzem. Pod koniec wojny hotel zamieniono w szpital. Gdy do miasta weszła Armia Czerwona, pijani żołnierze zaprószyli ogień w piwnicy z winami i niemal cały budynek poszedł z dymem. Ostało się jedno skrzydło, w którym po uprzątnięciu powojennego bałaganu władze Berlina Wschodniego kontynuowały działalność hotelu Adlon. W latach 70. w budynku mieścił się Dom Czeladnika i kompleks mieszkalny. Gdy nastał rok 1989 i mur berliński upadł, wszystko się zmieniło.

Powrót z popiołów

W 1997 roku, po kilku latach prac rekonstrukcyjnych i wydanych przez sieć Kempinski prawie 250 milionach euro, hotel Adlon znów rozjaśnił plac przy Bramie Brandenburskiej. Nadal nieprzyzwoicie luksusowy – noc w apartamencie prezydenckim kosztuje tu 20 tysięcy euro – gości śmietankę Europy, światowych polityków (między innymi Baracka Obamę) i gwiazdy berlińskiego festiwalu filmowego. Jak na gwiazdę przystało, przyciąga skandale – to w Adlonie Michael Jackson przewiesił przez barierkę balkonu na czwartym piętrze nóżki swojego kilkumiesięcznego wówczas syna. Spowity jest czarem dawnego Berlina, ale jednocześnie trzeźwo stoi na ziemi – w gwiazdkowej restauracji hotelowej można zjeść nie tylko najświeższe ostrygi, lecz także currywursta.

 

Pisząc tekst, korzystałam z:

http://www.historichotelsthenandnow.com/adlonberlin.html

https://www.dw.com/pl/adlon-berli%C5%84ski-bristol/a-2861817

http://www.enjoyyourstay.pl/hotel-adlon-kempinski-w-berlinie/ 

fot. materiały prasowe

© KUKBUK 2018