„Cytrusy symbolizowały płodność”. Warszawski Festiwal Kulinarny odsłania tajemnice królewskiego stołu - KUKBUK

„Cytrusy symbolizowały płodność”. Warszawski Festiwal Kulinarny odsłania tajemnice królewskiego stołu

Król Jan III Sobieski, kojarzony przede wszystkim ze spektakularnym zwycięstwem pod Wiedniem, ze względu na wojenne zasługi nazywany był królem-wojownikiem. Ale obok sztuki wojennej miał też inną pasję. Taką, którą z zaangażowaniem realizował w ukochanych wilanowskich ogrodach.

tekst: Magda Malicka
zdjęcie główne: Unsplash

Gdy obejmował tron, Sobieski zamarzył o posiadłości, w której mógłby odpoczywać od trudów sprawowania rządów, a która znajdowałoby się stosunkowo blisko od jego oficjalnej siedziby – Zamku Królewskiego w Warszawie. Miała być to rezydencja wzorowana na podmiejskich włoskich willach, przy której mieściłoby się sprawnie działające gospodarstwo. Nie chodziło tylko o zachciankę, to była kwestia prestiżu.

W poszukiwaniu idealnego miejsca, trafił do podwarszawskiego Milanowa, który szybko zdobył jego serce. Zmienił mu tylko nazwę – na Villa Nova. Tak narodził się Wilanów.

Królewski stół

Położone w sąsiedztwie Wisły malownicze okazały się doskonałe pod uprawy i ogrody. Jan III Sobieski, pochodzący z ziemiańskiego rodu, przez wiele lat poprzedzających objęcie tronu zajmował się rodzinnymi majątkami. Z pasją zgłębiał tajniki prac ogrodniczych, uprawy zbóż i hodowli zwierząt. Dlatego równolegle z pracami budowlanymi, w Wilanowie ruszyły prace nad pobliskimi ogrodami. Ich projektem zajął się Augustyn Wincenty Locci, architekt i kierownik prac w Wilanowie. Podzielono je na część reprezentacyjną i użytkową, w której hodowano owoce i warzywa, trafiające następnie na królewski stół.

Ogrody od początku były oczkiem w głowie króla, który osobiście doglądał roślin. Ponoć w swoich majątkach własnoręcznie sadził drzewa. Z pamiętników Kazimierza Sarneckiego, rezydenta przy dworze króla JanaIII, dowiadujemy się, że król żywo interesował się ziołami i ich leczniczymi właściwościami. Był też na bieżąco z zagranicznymi nowinkami z branży ogrodniczej – w szklarniach kazał uprawiać sprowadzane z zagranicy owoce, takie jak melony czy cytrusy. W tamtych czasach stanowiło to synonim luksusu.

źródło: wikimedia.org / domena publiczna / Bernardo Bellotto

Cytrusy Sobieskiego

Cytrusy cieszyły się na dworze powodzeniem nie tylko ze względu na urodę i egzotyczny charakter – ich rzadko spotykana w świecie roślin zdolność do jednoczesnego kwitnienia i owocowania metaforycznie kojarzona była z nieprzemijalnością królewskiej władzy.

Pomarańcze i cytryny symbolizowały płodność, czego wyraz znajdujemy w pełnej erotycznych aluzji korespondencji, jaką Jan Sobieski, będąc w wojennych rozjazdach, wymieniał ze swoją żoną Marią Kazimierą. Małżonkowie posługiwali się miłosnym szyfrem, w którym główną rolę grały właśnie pomarańcze. „Róża [Maria Kazimiera] […] oświadcza, że szczęście posiadania Jesieni[Jana Sobieskiego] może jej zostać odebrane, ale nie może żyć pozbawionamożności widywania Jesieni. Tylu pomarańczy nikt nigdy nie miał i nikt nie będzie miał” – pisała Marysieńka do męża 25 października 1661 roku.

W królewskiej korespondencji cytrusy pojawiały się też w kontekście zupełnie dosłownym, kiedy to Jan prosił ukochaną o przesłanie mu do aktualnego miejsca pobytu ulubionych pomarańczy i cytryn z wilanowskich ogrodów. W jego listach widać miłość do przyrody w ogóle – z pasją opisywał żonie otaczającą go w kolejnych miejscach roślinność. Z kolei w korespondencji z Augustynem Wincentym Loccim wymieniali się informacjami – Locci, sprawujący pieczę nad królewską posiadłością, donosił królowi, jak się miewają drzewka pomarańczowe i melony, władca zaś dzielił się z nim ogrodniczymi nowinkami z miejsc, w których akurat przebywał.

Miłość do przyrody nigdy się nie skończyła. Sobieski jeszcze rankiem w dniu śmierci kazał wynieść się do ogrodu, by nasycić się jego widokiem – jak się okazało po południu, po raz ostatni.

źródło: wikimedia.org / domena publiczna / Sebastiano Bonicelli

Ogród królów i polityków

Kolejni właściciele dbali o ogrody, choć część z nich przerobiono w międzyczasie z modły włoskiej, obowiązującej za czasów króla Sobieskiego, na angielską – modną w XVIII wieku. W pierwszej połowie XX wieku, za czasów, gdy pałac w Wilanowie pozostawał pod opieką rodziny Branickich, założono tam „wielkie sady wilanowskie”. Hrabina Anna Branicka-Wolska w autobiograficznej książce „Miałam szczęśliwe życie. Ostatnia z Branickich” napisała, że hodowano w nich nowe szczepy drzewek owocowych, specjalnie w tym celu sprowadzonych z Anglii i Holandii. W szklarniach dojrzewały warzywa i egzotyczne rośliny ozdobne, grządki czerwieniły się od malin, poziomek i truskawek, uprawiano też porzeczki, rabarbar oraz szparagi.

Wtedy po wilanowskim parku z upodobaniem spacerował już inny człowiek: marszałek Józef Piłsudski. – Któregoś dnia przybiegł do ojca (…) odźwierny, by zameldować, że właśnie przed chwilą wpuścił do parku Marszałka z córką. Ojciec prędko złapał mnie za rękę i poszliśmy ich szukać. Gdy wreszcie ich dostrzegliśmy, ojciec serdecznie się przywitał i zaprosił oboje na poczęstunek do domu. Piłsudski bardzo uprzejmie podziękował za propozycję, ale nie mógł z niej skorzystać – wyrwał się z pracy tylko na chwilę, by porozmawiać z córką. Mimo to pamiętam, jaka byłam uradowana, że poznałam najważniejszą osobę w państwie– wspominała wiele lat później Anna Branicka-Wolska.

Wężymord, topinambur i pasieka

Dziś rezydencją wilanowską opiekuje się muzeum. Ale królewski ogród, tak kiedyś wypielęgnowany, wciąż istnieje. Odtwarzane są w nim uprawy zapomnianych warzyw, które w czasach Jana III Sobieskiego na co dzień gościły na królewskim stole. Znajdziemy wśród nich między innymi skorzonerę, inaczej zwaną wężymordem i wracający dziś do łask topinambur – w dawnych książkach nazywany „bulwami”. Są też uprawiane dawniej zboża – takie jak żyto stuletnie, są melony i arbuzy. Dziś jednak plony pałacowych upraw, zamiast królewskiej kuchni, trafiają do Villi Intrata – budynku, w którym prowadzone są warsztaty i pokazy rekonstrukcji kulinarnej w ramach projektu „Ogród Kuchnia Stół”, prowadzonego przez Muzeum.

W królewskich ogrodach działa też pasieka, w której odtwarzane są tradycyjne metody hodowli pszczół. Opiekę nad ulami sprawują między innymi pracownicy Pszczelarium – laureaci II edycji konkursu KUKBUK Poleca.

źródło: wikimedia.org / domena publiczna
źródło: wikimedia.org / domena publiczna

Warszawski Festiwal Kulinarny „Królewski Stół”

W najbliższy weekend – 15. i 16. września – w Wilanowie odbędzie się Warszawski Festiwal Kulinarny „Królewski stół”, podczas którego jedną z atrakcji będzie zwiedzanie królewskich ogrodów. Będą wykłady, dyskusje i warsztaty – wszystko kręcić będzie się wokół jedzenia, kultury i historii. Wśród gości festiwalu festiwalu są wybitni szefowie kuchni, badacze i edukatorzy z Polski i  zza granicy. Będą też laureaci konkursu KUKBUK Poleca: Gospodarstwo Rolne Michała Sznajdera, Kaszubska Koza, Miód od Kulmy, Nalewki Staropolskie, Olejowy Raj, Pałac Kamieniec, Pstrąg Ojcowski, Pszczelarium, Sad Zaścianki, Smak Natury, Wege Siostry oraz członkowie Stowarzyszenia Serfenta.

 

Za merytoryczną konsultację tekstu dziękujemy pracownicy Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie: Neli Kokoszce, Konradowi Pyzlowi, Piotrowi Zwierzchowskiemu.

źródło: materiały prasowe

© KUKBUK 2018