Samochód, który tworzył popkulturę. Bulik zakrzywia czasoprzestrzeń. - KUKBUK

Samochód, który tworzył popkulturę. Bulik zakrzywia czasoprzestrzeń.

Był autem hippisów, dzieci kwiatów i festiwalu muzycznego w Woodstock. Był także samochodem dostawczym wielkich koncernów oraz podstawowym środkiem transportu milionów drobnych przedsiębiorców i rzemieślników. I napisał własny rozdział w historii motoryzacji i popkultury.

Tekst: Jakub Niemcewicz
Zdjęcia: Wojciech Jurecki, archiwa Classicauto




Oto pierwsza generacja volkswagena busa, zwana bulikiem. Jego przypominający małą lokomotywę przód, dzielona pionowo na pół przednia szyba, przetłoczenia w kształcie litery V i duże logo marki na masce ciągle należą, mimo upływu lat, do najbardziej rozpoznawalnych motywów motoryzacyjnych. Jego następca, który został „napompowany” do większych rozmiarów, przez co stracił wyrazistość rysów, a zyskał bardziej pucołowatą twarz i nowy przydomek – ogórek, powielił ten sukces. Jakie były tego przyczyny?

Legenda o początku busa – jak to zwykle w takich wypadkach bywa – obejmuje charyzmatycznych ludzi i szkic na serwetce. W tym wypadku ojcem był Ben Pon, pierwszy importer produktów Volkswagena w Belgii. Z perspektywy 1947 roku sukces tej marki mógł wydawać się bardzo odległą przyszłością, tym bardziej że ówczesną rzeczywistość Volkswagena stanowiła zrujnowana fabryka o nieustalonym statusie własnościowym w kraju, który też był zrujnowany, na kontynencie, na którym ledwie dwa lata wcześniej skończyła się najbardziej wyniszczająca wojna w historii. W takich niepewnych czasach Pon nakreślił wizję pojazdu dostawczego wykorzystującego konstrukcję garbusa. Kierowcę przesunięto na sam przód, posadzono nad przednimi kołami, uwalniając całą przestrzeń pomiędzy nim a znajdującym się z tyłu silnikiem. Pozwalało to wykorzystać proste i sprawdzone w ciężkich wojennych warunkach mechanizmy. Był to zresztą pomysł podobny do tego, który współcześnie wykorzystują producenci samochodów, tworząc minivany na bazie popularnych osobówek (…).

vw, camper, old

Bulik był małym samochodem (jak na warunki amerykańskie – bardzo małym), o niezwykle pojemnym wnętrzu. Pani domu mogła odwieźć nim do szkoły wszystkie dzieci z okolicy, a później udać się na zakupy. W weekend cała rodzina mogła pojechać na kemping, mijając po drodze inny egzemplarz, służący pracowicie na farmie. W tych ostatnich zadaniach niezwykle pomagały wysoki prześwit i dobra trakcja. Po latach pracy lekko zużyty, ale wciąż niezawodny pojazd mógł przejść w ręce podrośniętego tymczasem młodszego pokolenia, które znajdowało dla niego szereg nowych, kreatywnych zastosowań, czasem łamiących skostniałe już lekko normy społeczne. Z punktu widzenia współczesnego kierowcy jazda bulikiem to szczególne przeżycie. Z jednej strony jest to spowodowane wiekiem pojazdu, z drugiej – jego specyficzną już w momencie powstania konstrukcją

Ani jedno, ani drugie nie przeszkadza jednak dość szybko odczuć, dlaczego tak wiele osób pokochało ten samochód. Gdy siada się za dużą, cienką i umieszczoną całkowicie poziomo kierownicą, to pierwsza myśl, jaka przychodzi do głowy brzmi: „Chyba tak musi czuć się kierowca autobusu”. Wystarczy jednak ruszyć, żeby to wrażenie prysło.

Być może to wpływ psychodelicznego wizerunku samochodu, ale wydaje się on zakrzywiać czasoprzestrzeń.

 

Za sobą widzi się pojemne wnętrze, lecz jeśli spojrzeć od zewnątrz, bulik się kurczy. Ciasne parkingi przestają być problemem, wokół współczesnych, powoli manewrujących samochodów z kierowcami wpatrzonymi w kamery cofania i wsłuchanymi w czujniki zbliżeniowe, można kręcić kółka. Prowadzenie bulika sprawia po prostu radość. Trudno to racjonalnie opisać, ale siedząc za tą dziwną kierownicą, ma się ochotę nacisnąć na sterczące pionowo z podłogi pedały i ruszyć na podbój świata (…).

Najbardziej chyba znanym zdjęciem hippisowskiego bulika jest to zrobione przez fotografa Associated Press na festiwalu w Woodstock w 1969 roku. Przedrukowywane w nieskończoność w prasie, od „New York Timesa” po „Rolling Stone”, stało się jednym z symboli generacji. Przedstawia parę widzów, którzy zamiast taplać się w błocie, zajęli swoim autem strategiczne miejsce na wzniesieniu i z dachu oglądają koncerty. Ani samochód, ani siedzący na nim ludzie nie są anonimowi. Pojazd ma ksywkę Light, a młodzi ludzie nazywają się Rick Peters i Trudy Morgul. Wszyscy (nadanie samochodowi imienia świadczy o traktowaniu go jako członka ekipy) należeli do zespołu muzycznego Light, a auto zostało pomalowane przez baltimorskiego artystę Boba Hieronimusa.

samochód, kamper, archiwum

Fragment pochodzi z wydania specjalnego KUKBUK Podróże i dizajn 2016. Do kupienia na stronie sklep.kukbuk.pl!


© KUKBUK 2018