Co jedzą himalaiści? - KUKBUK

Co jedzą himalaiści?

Mięso jaka, owsianka, sardynki w puszce i kabanosy – tak wygląda dieta zdobywców najwyższych szczytów Ziemi.

Tekst: Ula Czumaj

„W obozach powyżej bazy […] zajadamy same frykasy: gorący kubek, słodka chwila, puszkowy pasztet, jeśli uda się go rozmrozić, kabanos, baton, duuużo herbaty, rybki z puszki, duuużo herbaty i już”, pisał w 2011 roku Jarosław Gawrysiak, uczestnik wyprawy na Broad Peak. Dieta jest więc wyzwaniem, choć dużo mniejszym niż cel. Jakie jeszcze frykasy można zjeść w naprawdę wysokich górach?

Owsianka – przyjaciel każdego sportowca

Trudno znaleźć himalaistę, który podczas wypraw nie miałby do czynienia z owsianką. Najczęściej jednak wspomina się o niej mało lub niezbyt pochlebnie. Jeśli już, to w relacjach figuruje jako jeden ze śniadaniowych klasyków, część porannego rytuału, niemalże przymusu. Wanda Rutkiewicz w relacjach ze zdobycia Mount Everestu w 1978 roku wspominała o śniadaniu składającym się z kawy i kilku łyżek owsianki, a Jarosław Gawrysiak, opisując poranne posiłki podczas wyprawy na Broad Peak w 2011 roku, pisał o stałym zestawie: jajkach, owsiance, chlebku ćapati. Wszystko dlatego, że owsianka zapewnia dużo węglowodanów potrzebnych w skrajnych warunkach górskich. Zamiast płatków owsianych używa się też tradycyjnej nepalskiej tsampy, czyli mąki z prażonych ziaren jęczmienia. Poza tym ważne, żeby było słodko i tłusto. Zdobywca Mount Everestu z 2017 roku, Adrian Ballinger, do owsianki dodawał mnóstwo masła i dobrej jakości gorzkiej czekolady. „Dzięki temu bezsmakowa breja staje się ciepłym, tłusto-czekoladowym przysmakiem”, mówił.

Procenty na szczytach

Podczas pierwszych ekspedycji wysokogórskich ilość jedzenia zabieranego przez podróżników była niewyobrażalna, a ich nieodłącznym towarzyszem był alkohol. W 1851 roku drużyna składająca się z pięciu wspinaczy i czterech przewodników zabrała na Mount Blanc między innymi 460 butelek wina i 8 koniaku. Parę lat później John Auldjo wspiął się na ten sam szczyt, taszcząc ze sobą butelkę wina.

Dieta jednej z pierwszych alpinistek, Lucy Walker, która w drugiej połowie XIX wieku zdobyła między innymi szczyty Matterhorn i Weisshorn, składała się prawie wyłącznie z biszkoptu i szampana.

W dzisiejszych czasach nawet kawa, największy sprzymierzeniec wspinaczy ubiegłego wieku, jest niewskazana, a himalaiści przed mrozami ratują się dużą ilością herbaty i proteinowymi szejkami.

Zupa, czyli lek na całe zło

Podczas wspinaczki wysokogórskiej człowiek potrzebuje średnio 5 litrów wody dziennie. Przez różnicę między temperaturą oraz wilgotnością ciała i otoczenia organizm odwadnia się o wiele szybciej. To właśnie dlatego w diecie alpinistów i himalajskich szerpów króluje zupa.

Brytyjski alpinista Mick Fowler 14 dni z rzędu jadł tylko zupy w proszku na zmianę z kaszkami dla niemowląt, a Junko Tabei, pierwsza kobieta, która stanęła na szczycie Mount Everestu, żywiła się japońską zupą miso i zoni – bulionem z ciastkami ryżowymi.

Według niektórych szerpów najlepszym sposobem na szybką aklimatyzację w górach jest zupa czosnkowa – czosnek bowiem jest znany jako naturalny lek w walce z chorobą wysokościową. Słynny himalaista Mark Twight wymienia go także jako produkt, który w górach może zastąpić szereg medykamentów. Podczas wypraw trzeba się jednak zadowolić zupą błyskawiczną, która jest łatwa w transporcie i której przygotowanie nie wymaga mnóstwa czasu i wysiłku. Relacjonując wyprawę na Broad Peak, Tomasz Kowalski pisał: „Jemy standardowe »górskie żarcie« […] zupka chińska (makaron instant) + gorący kubek + ser topiony + kabanos, to prawdziwy rarytas”.

Kawior vs ryba z puszki

Podczas przygotowań na wyprawę naukową na Everest w 1981 roku Robert Schoene wybrał kilku producentów jedzenia, których produkty znalazł w supermarkecie, i napisał do nich z pytaniem, czy podarują na nią prowiant. Ku jego zdziwieniu firma Romanoff Caviar, produkująca kawior, odpowiedziała twierdząco i zaoferowała tyle opakowań, ile tylko zechcą. O zabieraniu kawioru w góry opowiadał także himalaista Reinhold Messner – cenił go za wyrazisty smak. Zwykle to jednak sardynki z puszki, a nie kawior dominują w diecie wysokogórskiej.

Janusz Gołąb wspomina wspaniały smak kanapek z łososiem, które na jedną z wypraw przygotował Wojciech Kurtyka i przez które wszystkie czekoladowe batony wróciły nienaruszone.

Na jaka sto sposobów

W bazach himalaiści mogą raczyć się ciepłymi posiłkami gotowanymi przez lokalnego kucharza. W menu zwykle jest dość monotonnie – dhal z ryżem lub makaronem i porcja mięsa. Według relacji Rafała Froni z tegorocznej zimowej wyprawy na K2, jakkolwiek przyrządzi się jaka, jego mięso zawsze jest twarde. Podobne odczucia miał w 2011 roku Jarosław Gawrysiak, podczas wyprawy na Broad Peak. Wówczas wspinacze mieli w jadłospisie także mięso kozy, podobno o wyjątkowo niezachęcającym zapachu. Powyżej bazy w prowiancie zdobywców zwykle nie może zabraknąć mięsnych przekąsek, które są bardzo łatwe w przechowaniu – czy to w postaci kabanosów, czy wieprzowego jerky. Wśród alpinistów coraz popularniejsze jest sha kampo, czyli suszone mięso jaka. Sprawdza się też pasztet w puszce, który jednak czasem sprawia problem przy rozmrażaniu. Przysmakiem rosyjskich himalaistów jest natomiast słonina.

Czekolada – nagroda, na którą się czeka

Każdy alpinista przygotowujący się do zdobycia jakiegokolwiek szczytu wie, że musi zaopatrzyć się w swoje ulubione przekąski – wraz z rosnącą wysokością maleje apetyt, a zapotrzebowanie na kalorie wzrasta do 8-10 tysięcy dziennie. Gdy przekracza się granicę strefy śmierci, jedzenie staje się jeszcze większym wyzwaniem, bo trzeba myśleć o niemarnowaniu energii nawet na tak prozaiczne czynności, jak żucie i trawienie. Jako że alpiniści muszą zmuszać się do regularnego jedzenia, ważne jest przede wszystkim, żeby to, co zabierają ze sobą w góry, było smaczne. Himalaista Lou Kasischke, znany z nienawiści do owsianki, podobno żywił się głównie drażetkami M&M’s. Brytyjski alpinista Andy Kirkpatrick pisał o nieocenionej wartości słodyczy podczas wypraw: „To jedzenie, które poprawia morale. Możemy nim dodać sobie otuchy i pocieszyć współtowarzyszy wyprawy. Świetnie sprawdzają się cukierki, które można schować do kieszeni, jak na przykład czekoladowe Eclairs. Są małe, lekkie, a ich jedzenie trwa długo”. Czekolada nie tylko działa motywująco, jest też nagrodą za trud. Nepalski szerpa Tenzing Norgay, który jako pierwszy w historii, wraz z Edmundem Hillarym, wspiął się Mount Everest, zostawił na szczycie fanty dla kolejnych zdobywców: biszkopty, czekoladę i kilka cukierków.


© KUKBUK 2018