Kuba Winkowski wygrał National Chef of the Year

Być jak Gordon Ramsey. Kuba Winkowski wygrał National Chef of the Year

National Chef of the Year należy do najbardziej prestiżowych konkursów dla branży gastronomicznej w Wielkiej Brytanii, w 1992 roku jego laureatem był Gordon Ramsay. W tym roku wygrał go Polak - Kuba Winkowski.

Rozmawiała: Anna Daniluk
Zdjęcie: materiały prasowe National Chef of the Year

Kuba Winkowski to szef kuchni restauracji w hotelu The Feathered Nest, malowniczo położonego w Nether Westcote. Rozmawiamy z nim o tym, jak dotarł do tak elitarnego konkursu.

Zadaje pan kłam zdaniu: nigdy nie ufaj chudemu kucharzowi. Czy mógłby pan rozwinąć tę teorię?

Jest takie powiedzenie w Anglii: don’t trust a skinny chef. Znaczy to, że kucharz musi być gruby. Chciałbym pokazać ludziom, że kucharz może wyglądać inaczej. Chcę dać przykład i zmotywować ludzi do zmiany. Nasza praca jest bardzo wymagająca, długie godziny w ruchu, ciągle na nogach, więc trzeba być sprawnym fizycznie, żeby być w czołówce.

Postanowiłem zmienić swoje życie i w ciągu ostatniego roku schudłem trzydzieści kilogramów. Jestem nowym człowiekiem. Pokłady energii są niesamowite – do życia, pracy, do wszystkiego.

Trudno było dostać się do finału?

To złożony proces, trzeba przejść różne etapy. Wymaga to dużo pracy, przygotowań i poświęcenia. Najpierw trzeba, w formie pisemnej, stworzyć menu składające się z trzech dań dla dwóch osób. Prezentacja musi zawierać przepisy, zdjęcia i metodę pracy. Następnie jury wybiera czterdziestu półfinalistów. Kolejny etap to cztery półfinały po dziesięć osób – w ciągu dwóch godzin trzeba ugotować i zaprezentować swoje menu. Z czterdziestu kucharzy jurorzy wybierają dziesięciu, którzy przechodzą do finału w Londynie.

Jakie to uczucie być finalistą?

Oczywiście wspaniałe. [śmiech] Szczególnie po ciężkiej pracy i zainwestowanym czasie. Jest również sporo nerwów, bo jestem ambitny. Odczuwam presję i bardzo chciałbym wygrać.

Skąd pomysł na udział w konkursie?

Lubię wyzwania, lubię się rozwijać. Udział w takim konkursie, poza możliwością zdobycia tytułu, to duża lekcja charakteru, dyscypliny i sprawdzian profesjonalnych umiejętności. Fajnie też zmierzyć się z innymi.

Dlaczego wybrał pan gastronomię?

Nie mam pojęcia. [śmiech] Czasami po ciężkim dniu sam zadaję sobie to pytanie. Zawsze lubiłem jeść i gotować. Praca w kuchni daje mi zastrzyk adrenaliny, każdy dzień jest inny. Cieszy mnie także, gdy widzę, że ludziom smakują moje dania – że mogę sprawiać im przyjemność. Poza tym jestem manualny i lubię tworzyć, kreować nowe smaki.

Co najczęściej pan tworzy? Co jest pana specjalnością jako szefa kuchni?

Moja specjalnością są dziczyzna, domowe kiełbasy, szynki, salami wolno dojrzewające. I jeszcze wędzony łosoś oraz wszelkie polskie wędliny, którymi próbuję karmić ludzi na Wyspach. Moje dania specjalne to młody dzik z pigwą oraz głuszec z czarnym bzem.

Co pana inspiruje?

Natura i sezonowość. Jedzenie sezonowe to jedyna droga. Czytam również dużo książek, odwiedzam inne restauracje, ciągle się kształcę.


© KUKBUK 2018