3 śląskie desery, których nie znacie - KUKBUK

3 śląskie desery, których nie znacie

Kuchnia śląska to nie tylko rolady i kluski, ale także finezyjne desery, takie jak kopa, szpajza i kołocz. Dziś nieco trącą myszką, ale niejednemu posmakują. Co kryje się pod tymi nietuzinkowymi nazwami?

Tekst: Małgorzata Milian-Lewicka

Kuchnia śląska większości osób kojarzy się z tłustymi, ciężkostrawnymi i niezbyt wyrafinowanymi daniami opartymi na kartoflach, smalcu, mięsie i kapuście. Sporym zaskoczeniem dla odwiedzających ten górniczy region jest więc bogactwo tradycyjnych deserów, takich jak strucle, buchty (drożdżowe bułeczki), kołocze, szpajzy i kopy. Jeszcze do niedawna słodkości te w śląskich domach jadano do kawy podczas ważnych uroczystości rodzinnych lub jako swaczynę, to jest podwieczorek, po niedzielnym obiedzie. Dziś, ku uciesze turystów odwiedzających Śląsk, coraz częściej pojawiają się w ofercie lokalnych cukierni rzemieślniczych i w menu najlepszych kawiarni.

Więcej przepisów na pyszne desery:

Królowa pucharów

Szpajza to serwowany w pucharkach przypominający ptasie mleczko i lekki jak chmurka krem z jajek ubitych z cukrem z sokiem oraz ze skórką otartą z cytryny. Można ten deser przyprawić także kakao lub sokiem owocowym, na przykład wiśniowym. Swoją delikatną, ale stabilną konsystencję krem zawdzięcza dodatkowi żelatyny. Deser ten znany był w okolicach Tarnowskich Gór już pod koniec XIX wieku, jednak największą popularność zyskał w okresie międzywojennym oraz w latach powojennych, gdy receptura rozprzestrzeniła się na całym Śląsku.

Ze względu na prostotę wykonania oraz niewielką liczbę łatwo dostępnych składników od lat 60. XX wieku przez ponad trzy dekady szpajza królowała na śląskich weselach, komuniach, chrzcinach, odpustach oraz niedzielnych obiadach.

Współcześnie jej blask nieco przygasł, ale coraz częściej przypominają sobie o niej przedstawiciele młodszych pokoleń Ślązaków. Na szczęście, aby jej skosztować, nie trzeba wpraszać się na śląskie wesele. Wielbiciele modnych lokali szpajzę z pewnością odnajdą w stylowej kawiarni Cafe Kattowitz w centrum stolicy województwa. Miłośnikom tradycyjnych smaków natomiast polecamy restauracje z kuchnią śląską, na przykład Białą Grubę w Mysłowicach, Pod Platanami w Zbrosławicach czy Rączka Gotuje w Wodzisławiu Śląskim.

 Dworskie wspomnienia

W ostatnich latach na ikonę śląskich deserów – między innymi dzięki niepodrabialnemu smakowi oraz skutecznej promocji – wyrosła kopa ornontowicka. Została nawet wpisana na Listę produktów tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Kaloryczna, słodka, a przy tym zaskakująca owocowo-bakaliowym środkiem i alkoholowym aromatem, jest punktem obowiązkowym uroczystości rodzinnych nie tylko w okolicach Ornontowic, Mikołowa czy Gliwic, lecz także w innych częściach Górnego Śląska. Czym jest kopa?

Podstawą deseru są okrągłe placki kokosowe w różnych rozmiarach, przygotowywane z piany z białek, cukru i wiórków kokosowych. Przekłada się je kremem maślanym z dodatkiem spirytusu i bakalii, a także ananasem z puszki.

Powstałą w ten sposób kopę dekoruje się bitą śmietaną, bakaliami, owocami i opcjonalnie tartą gorzką czekoladą. Historia receptury deseru sięga okresu przedwojennego, gdy w pałacu rodziny Hegenscheidtów w Ornontowicach przygotowywano tego typu słodkości z użyciem egzotycznych i trudno dostępnych w tamtych czasach składników. Po wojnie, w latach 60., przepis odtworzyły Ślązaczki, które dawniej pracowały w pałacowej kuchni, a kopa na stałe wpisała się w weselne menu w regionie. Dziś podaje się ją nie tylko z okazji ślubu, ale także na chrzcinach czy podczas istotnych dla Ślązaków odpustów. Co ciekawe, deser ten w okolicach Pszczyny przygotowuje się na bazie biszkoptu, a nie placków kokosowych, a w regionie bieruńsko-lędzińskim z kokosanek i do tego nie na talerzu, tylko w… misce. Gdzie skosztować oryginalnej kopy ornontowickiej? Słynie z niej przede wszystkim cukiernia Cichoń w Ornontowicach, czasami dostępna jest także w innych lokalnych cukierniach, serwuje ją na przykład Gatner w Paniówkach.

Nie tylko na wesele

Dawniej na Śląsku nie było wesela bez znanego tu co najmniej od XVIII wieku kołocza, czyli ciasta drożdżowego z dużą ilością masy serowej lub makowej albo po prostu z kruszonką. Popularna, ale nie mająca tak długiej tradycji jest wersja z prażonymi jabłkami.

Chociaż nazwa ciasta wskazuje na okrągły kształt, na Śląsku kołocze od XIX wieku wypiekane są na prostokątnych blachach, które lepiej pasowały do używanych w tamtym czasie pieców.

Czym kołocz, który uzyskał certyfikat Chronione Oznaczenie Geograficzne oraz tytuł produktu regionalnego Unii Europejskiej, różni się od znanych w całym kraju ciast drożdżowych? Jest niższy, ma charakterystyczny maślany zapach, w wersjach z masami warstwa drożdżowa jest cienka, a ciasto wilgotne. Wszystkie rodzaje kołocza wieńczy kruszonka. Popularność tego deseru nie osłabła przez lata i do dziś spotyka się go nie tylko na weselach czy przed ślubem, podczas tak zwanego chodzenia z kołoczem (przyszli małżonkowie wręczają paczki ciasta niezaproszonym na wesele gościom). Obecnie bez kołocza nie odbywa się żadna rodzinna uroczystość, a nawet niedzielna swaczyna. Gdzie go skosztować? Bez problemu można go kupić w każdej tradycyjnej cukierni w regionie (na przykład w cukierni Mryka w Paniówkach), a także w kawiarniach (choćby w Byfyju w Katowicach-Nikiszowcu czy w Cafe Kattowitz).


© KUKBUK 2018