Dokąd na narty w Austrii? Oczywiście do Ischgl!

Austria nie tylko dla narciarzy

250 kilometrów tras narciarskich, obłędne widoki, świetne jedzenie i imprezy do rana. W Ischgl możemy mieć wszystko!

Tekst: Magda Malicka
Zdjęcie główne: Rafał Meszka

Jak zapewnia nasz redakcyjny kolega Marcin Lewandowski, tam po prostu nie można się nudzić. – Na każdym rogu czeka mnóstwo atrakcji. To taki alpejski Sopot – mówi ze śmiechem Marcin. – Do tego piękna pogoda, obłędne krajobrazy i świetna infrastruktura.

Mowa o Ischgl, malowniczej austriackiej wsi przy granicy ze Szwajcarią, w której Marcin i jego żona Kaja Werbanowska spędzili zimowy urlop. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu niewiele się tam działo. Mieszkańcy, głównie pasterze, żyli wśród górskiej ciszy, wypasając krowy na halach. Tak było do lat 60. ubiegłego wieku, kiedy to burmistrz nazwiskiem Aloys zbudował pierwszy wyciąg narciarski. Potem poszło z górki. Z roku na rok przybywało turystów spragnionych narciarskich wyzwań.

fot. Rafał Meszka
fot. Rafał Meszka
fot. Marcin Lewandowski i Kaja Werbanowska

Wszystko pod ręką

Dziś w Ischgl znajduje się jeden z najbardziej obleganych kompleksów narciarskich w Europie – Silvretta Arena. Choć wieś liczy około półtora tysiąca mieszkańców, liczba miejsc noclegowych wynosi ponad 10 tysięcy. Miłośnicy każdego zimowego sportu, od sanek po łyżwy, znajdą tu coś dla siebie. Jednak Ischgl to przede wszystkim raj dla narciarzy.

fot. Rafał Meszka
fot. Marcin Lewandowski i Kaja Werbanowska

– W sumie jest tam niemal 250 kilometrów szlaków zjazdowych z przepięknymi widokami – wspomina Marcin. – Na stoku można spędzić cały dzień – zapewnia.
– Szczególnie że organizacja jest rewelacyjna – dodaje Kaja. – Dobrze przemyślane trasy, wygodne wyciągi, wypożyczalnie sprzętu – wszystko jest pod ręką, tak by turystom było jak najwygodniej.

Marcin radzi pamiętać o porządnym kremie z filtrem. – Ja zapomniałem i pierwszy wieczór spędziłem, próbując ukoić spieczoną twarz – śmieje się.

fot. Rafał Meszka
fot. Marcin Lewandowski i Kaja Werbanowska

Prosto i uczciwie

Nie samym sportem człowiek żyje, w przerwach od szusowania trzeba też dobrze zjeść. Ischgl w tej materii nie zawodzi. Do wyboru są rozmaite lokale – od klimatycznych knajpek na stoku po eleganckie restauracje rekomendowane przez Gault & Millau.

– Stołowaliśmy się głównie w restauracji hotelu Brigitte, w którym się zatrzymaliśmy – wspomina Kaja Werbanowska. – Zapewnia całodzienne wyżywienie. Rano świetny bufet śniadaniowy, a wieczorami finediningowe kolacje. Porządna kuchnia europejska z lokalnymi akcentami. Wszystko na bardzo wysokim poziomie.

Lokalna kuchnia oparta jest przede wszystkim na pasterskich tradycjach regionu. Znajdziemy w niej więc doskonałe sery i szynki – można je kupić w specjalnym sklepie z tutejszymi dobrami. A do tego dużo prostego, sycącego jedzenia: kiełbasa, kluski, warzywa.

– Bardzo dobrze wspominamy mieszczącą się na stoku restaurację Idalp – mówi Marcin. – Po kilku godzinach jeżdżenia na nartach zrobiliśmy tam sobie zasłużoną przerwę. I to był strzał w dziesiątkę! Z obszernej karty wybraliśmy rosół z naleśnikowymi kluskami i klopsikami oraz Käsespätzle, czyli kluski z cebulką…

– …i zjedliśmy je na balkonie z pięknym widokiem na góry. Niezapomniany obiad! – dodaje Kaja. – Tam też spróbowaliśmy lokalnego sznapsu o wdzięcznej nazwie gentian.

fot. Marcin Lewandowski i Kaja Werbanowska
fot. Rafał Meszka
fot. Rafał Meszka

Gentian jest wytwarzany z korzenia goryczki, rośliny o drobnych niebieskich kwiatkach, porastającej alpejskie łąki, po niemiecku nazywanej gentiana. Niech jednak nikogo nie zmyli nazwa – trunek jest przezroczysty i bynajmniej nie służy do smarowania podrapanych kolan. Ma za to wyjątkowy, korzenny i nieco ziemisty smak. Jeśli planujemy powrót na stok, lepiej za bardzo się nie rozsmakowywać, bo 40-procentowy gentian może szybko uderzyć do głowy. Większe ilości lepiej zostawić na wieczór.

Sięgnąć gwiazd

A nocne życie w Ischgl jest równie intensywne jak dzienne. Drewniane chatki, za dnia służące za schroniska i knajpki, wieczorem przeistaczają się w huczne imprezownie, gdzie szampan leje się strumieniami. Trzy razy w roku – na rozpoczęcie i zakończenie sezonu oraz na Wielkanoc – odbywają się tam słynne koncerty Top of the Mountain. Na górskiej hali, na wysokości 2320 metrów, występują gwiazdy światowego formatu. W ciągu ostatnich 23 lat na scenie stanęli między innymi Bob Dylan, Sting, Peter Gabriel i Rihanna.

fot. Rafał Meszka

Chwila wytchnienia

Ischgl tętni życiem 24 godziny na dobę – raczej nie uświadczymy tu błogiej ciszy. Jeśli po kilku dniach szaleństw zapragniemy nieco spokoju, nie musimy szukać daleko. Dookoła jest wiele spokojniejszych miejscowości, na przykład Galtür. Jej mieszkańcy zdecydowali, że – w trosce o przyrodę – w ich wsi nie będzie wyciągów. Zamiast tego zapraszają turystów na piesze wędrówki.

Kaja i Marcin na wycieczkę radzą wybrać się z przewodnikiem.

– Nasz przewodnik opowiedział nam mnóstwo ciekawych anegdotek o historii regionu i zaprowadził nas nad jedno z przepięknych górskich jezior. No i nie pozwolił nam się zgubić – kończy ze śmiechem Kaja.

fot. Rafał Meszka
fot. Rafał Meszka
fot. Marcin Lewandowski i Kaja Werbanowska

© KUKBUK 2018