Ule na dachu, miód i nektar z bzu. Słodkie tajemnice miejskich pasiek

Ule na dachu, miód i nektar z bzu. Słodkie tajemnice miejskich pasiek

Piętrzą się tu na każdym kroku plastry miodu, tajemnicze drewniane sprzęty i słoiczki miodu, posegregowane według dzielnicy pochodzenia. Oto Pszczelarium, miejska pasieka wyróżniona w tym roku certyfikatem KUKBUK Poleca.

tekst: Magda Malicka
zdjęcia:
Unsplash
Sebastian Durbacz

ul

To Warszawa, a Pszczelarium działa lokalnie. Mamy tu więc miody, które pochodzą z pasiek umiejscowionych w różnych dzielnicach polskiej stolicy: mokotowski, praski, białołęcki itd. Spoglądam na skrzętnie opisane słoiczki, czekając na rozmowę z Kamilem Bajem, jednym z założycieli Pszczelarium.

Jest upalne sierpniowe popołudnie. Kamil w końcu się zjawia i – na początek – przedstawia mi swoich trzech współpracowników: Mateusza, Michała i Marka. Prawie wszyscy to technicy pszczelarze, zajmują się pozyskiwaniem miodu i opieką nad pszczołami. Nieodłączną częścią zespołu jest także, chwilowo nieobecna, Agnieszka Skórska-Baj, żona Kamila, która odpowiada za sprawy administracyjne i marketing.

Miód we krwi

To Kamil wciągnął żonę do pszczelarstwa. Sam parał się nim od dziecka – pomagał rodzicom w prowadzeniu pasieki w podwarszawskiej Wildze. W dorosłym życiu zajmował się doradztwem biznesowym i finansami w dużej korporacji, ale z pszczół nigdy nie zrezygnował. Były jego prawdziwą pasją. W wolnym czasie jeździł do rodziców, by pracować przy ulach. Przeprowadzka z powrotem na wieś nie wchodziła w grę – Kamil i jego żona za bardzo przywykli do miejskiego życia, a przy tym oboje pracowali wtedy na etatach w Warszawie.

– Powoli zaczęła kiełkować we mnie myśl o założeniu miejskiej pasieki, bym mógł częściej, najlepiej na co dzień, pracować przy ulach – przyznaje Baj. – Zainspirowany funkcjonującymi już za granicą, w Londynie czy Nowym Jorku, miejskimi pasiekami, postanowiłem stworzyć podobną inicjatywę w Warszawie.Zacząłem się rozglądać za odpowiednim miejscem i wtedy znajoma opowiedziała mi o „zielonym dachu” centrum handlowego Arkadia.

Wszystko zaczęło się… na dachu

– „Zielony dach” to kluczowy element systemu utrzymywania równowagi ekologicznej – wyjaśnia rzeczniczka prasowa Arkadii Monika Lewczuk-Kuropaś. – Dzięki dobraniu odpowiedniej roślinności na 27 tysiącach metrów kwadratowych została utworzona powierzchnia czynna, która umożliwia wprowadzanie wody opadowej do gruntu, pochłania pyły i zanieczyszczenia atmosferyczne, stanowi dodatkową warstwę izolacji termicznej i akustycznej obiektu. Jest on zbudowany z warstw pokrytych glebą, mogących pochłaniać część wód opadowych.

– Postanowiłem skontaktować się z dyrekcją Arkadii – mówi Kamil. – Okazało się, że właściciel centrum handlowego, Unibail-Rodamco, prowadzi już pasieki na dachach swoich centrów handlowych we Francji. Idea ta nie była dla firmy nowością i wpisywała się w jej proekologiczne działania, więc zgodziła się udostępnić nam miejsce pod ule, a także pokryła część kosztów związanych z prowadzeniem pasieki.

Tym sposobem w 2014 roku na dachu Arkadii stanęło 6 uli, w których zamieszkały pszczoły przywiezione z Wilgi. Kamil przez jakiś czas łączył pracę w biurze z pszczelarstwem – czasem w porze lunchu jeździł w garniturze doglądać swoich podopiecznych. Wtedy też zaczął otrzymywać pierwsze propozycje współpracy od firm i instytucji – między innymi od innych galerii handlowych, Służewskiego Domu Kultury i radnego z Żoliborza, Tomasza Michałowskiego.

Idea była prosta: firmy współpracujące z Pszczelarium finansują prowadzenie pasiek, a ekipa Pszczelarium opiekuje się pszczołami i pozyskuje miód. Część firm wykorzystuje go potem na przykład jako upominek dla swoich partnerów lub pracowników. Zyskują na tym coś jeszcze. Ludzie są na ogół pozytywnie nastawieni do pszczół i działania na rzecz tych owadów, takie jak finansowanie pasieki, poprawiają wizerunek przedsiębiorstwa, zjednują mu społeczną sympatię.

Przez rok po uruchomieniu pierwszej pasieki liczba chętnych do współpracy ciągle rosła. Firma mogła się wówczas poszczycić posiadaniem 43 uli w różnych dzielnicach Warszawy, rok później ich liczba wzrosła do niemal 80, pojawili się też klienci w Katowicach i innych miastach. Pszczelarstwo szybko stało się jedynym źródłem utrzymania Kamila. By dalej rozwijać działalność miejskich pasiek, odszedł z korporacji.

Tegoroczny sezon Pszczelarium kończy ze 125 ulami w stolicy, a po kilkadziesiąt ma w Gdańsku, Lidzbarku i Lublinie, Katowicach i Poznaniu. Niedługo, być może, ruszą też pasieki we Wrocławiu.

 

Pszczoły i miejskie pasieki zagościły też w nowym numerze „KUKBUK Dzieciaki 2018”, który można kupić  TUTAJ>>> 

Pszczelarium miejski miód fot. Sebastian Durbacz

Przez trudy do gwiazd

– Decyzja o założeniu Pszczelarium nie była podyktowana wypaleniem zawodowym – mówi Kamil. – Lubiłem pracę w korporacji, bo chociaż stresująca, była ciekawa i dobrze płatna. Chciałem jednak robić to, co naprawdę kocham, czyli zajmować się pszczelarstwem. Trzeba przyznać, że prowadzenie własnej firmy jest jeszcze bardziej wymagające i stresujące niż moja dawna praca na etacie. Z początkiem miesiąca nie wpływa automatycznie na konto okrągła suma, a przecież z tej działalności trzeba się utrzymać. Wymaga to bardzo dobrej organizacji i ciężkiej pracy. Rozkręcając Pszczelarium, wszystkiego uczyliśmy się na własnych błędach. Na pewnym etapie popełniłem klasyczny błąd młodego przedsiębiorcy i nie doszacowałem kosztów. Wpędziło nas to w kryzys finansowy, z którego wybrnęliśmy tylko dzięki zaradności i doświadczeniu Agnieszki. I chociaż po drodze były momenty zwątpienia, nie żałuję decyzji o założeniu firmy, bo jej prowadzenie daje mi ogromną satysfakcję.

Licząca 13 uli pasieka na terenie Fortu Mokotów jest skryta wśród drzew i zarośli. Jednak fakt, że znajduje się w takiej bliskości centrum miasta, wciąż nieco dziwi. A przy tym budzi wątpliwości co do jakości miodu. Przyglądając się zapracowanym pszczołom, podpytuję ich opiekuna, czy powinniśmy obawiać się, że miejski miód jest zanieczyszczony.

– W 2014 roku zleciliśmy Państwowemu Zakładowi Higieny zbadanie miodu z Pszczelarium na obecność szkodliwych substancji, między innymi kadmu i ołowiu. Badania nie wykazały ich obecności w naszym miodzie – mówi Kamil. – Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że miasta nie są tak bardzo zanieczyszczone, jak się nam często wydaje. W dodatku wiosną i wczesnym latem poziom smogu znacząco spada, a to wtedy pszczoły zbierają nektar. Jest jeszcze coś – pszczoły są w stanie badać skład nektaru za pomocą receptorów znajdujących się w czułkach i ten zanieczyszczony omijają zwykle szerokim łukiem.

Pszczele niespodzianki

Miejskie miody są zdrowe. Miejskie miody mają swój smak. Tak różny, jak różnorodna jest miejska roślinność. Nigdy nie wiadomo, jakie kwiaty upodobają sobie pszczoły w danym sezonie. Jak będzie smakować miód z danej pasieki, pszczelarz dowiaduje się dopiero po zbiorach. A pszczoły potrafią naprawdę zaskoczyć.

– Nasz pierwszy miód smakował miętą tak intensywnie, że byłem przekonany, że pszczoły musiały znaleźć gdzieś plantację tej rośliny. Tymczasem po badaniach laboratoryjnych okazało się, że ten aromat był efektem wybuchowej mieszanki – lipy z koniczyną! – wyjaśnia Kamil z uśmiechem. – Pilnujemy, żeby miód jak najszybciej trafił do słoików – podkreśla. – Dzięki temu nie wyparowują z niego olejki eteryczne, odpowiedzialne za smak. Nie podgrzewamy miodu, przez co zachowuje składniki odżywcze. Bardzo dbamy o jego jakość i o nasze pszczoły.

Kiedy Kamil mówi o miodzie i pszczołach, w jego oczach widać pasję. Z niepokojem spogląda na szerszenia krążącego wokół pasieki, czającego się, by upolować jedną z robotnic.

– Jestem z pszczołami silnie związany, zimą czasem śni mi się, że otwieram ul, a tam nie ma pszczół. I te sny to są prawdziwe koszmary – przyznaje Baj. Niepokoi go także los dzikich pszczół. Jak czytamy w raporcie Greenpeace „Trudny los pszczół”, ich populacja drastycznie się zmniejsza, szczególnie w Ameryce Północnej i Europie. Przyczyn tego stanu rzeczy naukowcy dopatrują się między innymi w stosowanych w przemysłowym rolnictwie środkach ochrony roślin.

– Zdaję sobie sprawę z tego, że miejskie pasieki, choć pożyteczne, nie są remedium na wymieranie pszczół. Dlatego prowadzimy też działalność edukacyjną, organizujemy spotkania i warsztaty dla dzieci i dorosłych, aby uwrażliwiać ludzi na los pszczół i miejskiej przyrody. A ja lobbuję za tym, żeby w mieście było jak najwięcej oaz dla owadów, niekoszonych trawników, nieużytków, łąk. Prowadzę w tej sprawie rozmowy z Zarządem Zieleni m.st. Warszawy i z moją wspólnotą mieszkaniową w Pruszkowie, staram się namówić władze, aby pozostawiały możliwie dużo zarośniętych terenów przyjaznych owadom. Te wszystkie wykoszone do ziemi trawniki to dla naszych małych przyjaciół prawdziwa pustynia!

 

Pszczoły i miejskie pasieki zagościły też w nowym numerze „KUKBUK Dzieciaki 2018”, który można kupić  TUTAJ>>>

Kamil Baj Agnieszka Skórska-Baj
fot. Sebastian Durbacz

© KUKBUK 2018