Leśne spacery i zwinne dłonie. Tak rodzi się sztuka  - KUKBUK

Leśne spacery i zwinne dłonie. Tak rodzi się sztuka 

Szumiące na wietrze liście, szemrzący leśny strumień, i człowiek pilnie wpatrujący się w otaczające go piękno. Własnoręczne zbieranie darów natury to pierwszy krok. Drugim jest relaksujący, niemal medytacyjny proces twórczy. Plecionkarstwo to zarazem trudna i niezwykle przyjemna sztuka.

tekst: Magda Malicka
zdjęcia: materiały reklamowe Stowarzyszenia Serfenta
na zdjęciu głównym: Pani Bronisława Madejska, plecionkarka

Chociaż ostatnia państwowa szkoła kształcąca plecionkarzy została zamknięta 15 lat temu, wciąż są ludzie, którym zależy na tej tradycyjne sztuce. To członkowie Stowarzyszenia Serfenta – laureaci tegorocznej edycji KUKBUK Poleca, których hasłem jest „Serfenta istnieje, aby plecionkarstwo żyło”.

Swoją misję Serfenta realizuje na różne sposoby. Organizują warsztaty, prowadzą badania etnograficzne mające na celu udokumentowanie ludowych technik plecionkarskich i wspierają ludowych mistrzów plecionkarstwa.

– Współpracujemy z tradycyjnymi plecionkarzami rozsianymi po całym kraju – mówi Anna Krężelok, członkini stowarzyszenia i instruktorka rękodzieła artystycznego  – Kiedy rozpoczynaliśmy działalność, szybko zorientowaliśmy się, że mimo, że wytwarzali piękne, świetnej jakości przedmioty, zupełnie nie mogli się odnaleźć na dzisiejszym, wymagającym rynku – większość z nich nie korzysta z Internetu, nie wiedzą, jak się reklamować. Dlatego postanowiliśmy pomóc tradycyjnym plecionkarzom rozwinąć skrzydła.

Badania etnograficzne. Na zdjęciu od lewej: Józef i Marcin Gawlikowie, fotograf Rafał Soliński

Tradycja spotyka współczesność

Dziś wyroby twórców współpracujących z Serfentą można kupić w sklepie internetowym stowarzyszenia. Co ciekawe, nie są to tylko tradycyjne formy.

Stowarzyszenie nawiązało współpracę z krakowską Akademią Sztuk Pięknych. Zaangażowane w projekt studentki wzornictwa przemysłowego nauczyły się wyplatania, by zaprojektować nową linię produktów dedykowanych współczesnemu odbiorcy. W ten sposób w ofercie Serfenty znalazł się między innymi plecak miejski czy koszyk do przenoszenia napojów.

– Jesteśmy świadomi faktu, że potrzeby klientów są dziś inne, niż trzydzieści czy pięćdziesiąt lat temu – bo i plecionki służą innym celom. – Dawniej w wiklinowych koszach po prostu nosiło się ziemniaki z pola lub jajka z kurnika i raczej nie zaprzątano sobie głowy stroną estetyczną. Dzisiejszy klient kupuje plecionki głównie ze względu na ich urodę – ziemniaki może równie dobrze nosić w dużo tańszych reklamówkach lub płóciennych torbach. Produkt ma więc być nie tylko praktyczny, ale i ładny –  podsumowuje Anna Krężelok.

Plecaki "bociany" zaprojektowane przez Klaudię Kowalczyk
Kosz na napoje "Szyszak" zaprojektowany przez Aleksandrę Polek

Nowoczesne formy bywają wyzwaniem dla tradycyjnych plecionkarzy przyzwyczajonych do własnych, perfekcyjnie opanowanych technik. Jednak są i tacy, którzy nie tylko chętnie odtwarzają proponowane przez Serfentę nowe wzory, ale też sami wymyślają oryginalne rozwiązania.

Pan Stanisław w swoich pracach łączy witki leszczyny z kolorowymi taśmami transportowymi, służącymi zazwyczaj do przewożenia towaru na paletach.

– Niektórym mogłoby się wydawać, że to brukanie tradycji, jednak moim zdaniem takie działania są całkowicie w zgodzie z duchem tradycyjnego plecionkarstwa. Twórcy zawsze kreatywnie korzystali z materiałów, które mieli pod ręką, czy była to słoma, leszczyna czy korzenie. Na tym właśnie polega urok tej sztuki – podsumowuje Anna.

Koszyk "Orzech" autorstwa Pana Stanisława

Seniorzy w akcji

Część plecionkarzy dzieli się swoimi umiejętnościami z uczestnikami warsztatów organizowanych przez stowarzyszenie, choć, jak przyznają, potrzebowali nieco czasu, aby przekonać się do takiej formy pracy.

– Ludzi z Serfenty poznałem w 2009 roku. Trafili do mnie, kiedy prowadzili badania etnograficzne – pokazywałem im swoje metody plecenia – wspomina pan Jan Zogata, 74-letni twórca współpracujący ze stowarzyszeniem.– Potem dzwonili i przekonywali, żebym poprowadził warsztaty i pokazy plecenia, ale jakoś nie chciałem. A jak już wreszcie mnie namówili, to szybko się rozkręciłem. Spotykam ludzi, przekazuję im swoją wiedzę, a oni się tym naprawdę interesują, no i chętniej kupują plecionki. To wszystko daje człowiekowi chęć do działania.

Podobnego zdania jest pani Todzia Sowińska, plecionkarka ze wsi Lucimia.

– Mnie się wydaje, że dzięki prowadzeniu warsztatów, to ja ciągle mam tyle energii, chociaż już jestem „kobieta dojrzała” – śmieje się pani Todzia. – Chociaż na początku nie wiedziałam, o co w ogóle chodzi z tymi warsztatami, w końcu się zgodziłam i nie żałuję! Bardzo lubię uczyć, to mi daje wiele radości. Tym bardziej, że ta nasza wieś jest taka samotna, zaniedbana, daleko od miasta. A tu na warsztaty przyjeżdżają ludzie z całej Polski, nawet z zagranicy. To jest dla nas taki powiew świeżości.

Magia plecionek

Po wpisaniu hasła „wicker” (z ang. plecionka, wiklina, materiał plecionkarski, witka) w wyszukiwarce Instagrama, wyświetla się ponad 150 tysięcy postów opatrzonych takim hashtagiem. Na zdjęciach widać plecione torebki, koszyczki, abażury, krzesła, a nawet ramy luster.

– Te przedmioty wyglądają bardzo ładnie, ale ja zawsze zastanawiam się nad źródłem ich pochodzenia – mówi Anna Krężelok. – W supermarketach sporo jest plecionek pochodzących z masowej produkcji, niezbyt dobrej jakości, ale popularnych ze względu na niską cenę. Porządne plecionki są relatywnie droższe, bo zależy nam na tym, aby godnie wynagradzać ich twórców.

Tworzenie dobrej jakości produktów wymaga dużej wiedzy i lat praktyki. Do tego dochodzi długi czas pracy, na który nie składa się jedynie sam proces plecenia. Wcześniej trzeba jeszcze znaleźć i zebrać materiał – co wiąże się zwykle z wyprawą do lasu – a następnie usunąć z niego zanieczyszczenia i korę. Przy masowej produkcji, maszyna może wykonać tylko część pracy – na przykład oczyścić gałązki z kory. Jednak samo plecenie odbywa się ręcznie.

– Kupując koszyk w supermarkecie warto się zastanowić, dlaczego jest on tak tani. Ocenić jego jakość i przede wszystkim zastanowić nad tym, czy osoba, która go stworzyła, została za swoją pracę godnie wynagrodzona – podkreśla Anna.

Pan Grzegorz Karpiuk, plecionkarz

Samowystarczalny

Są i tacy, którzy zamiast kupować plecionki, wolą zrobić je sami – i to oni są uczestnikami warsztatów Serfenty. Jednym z nich jest Norm Tighe, Anglik od czterech lat mieszkający pod Poznaniem.

– Staram się być samowystarczalny, robić własnoręcznie to, co jest mi potrzebne do życia – wyjaśnia. – Sam zbudowałem swój drewniany dom, a któregoś dnia wymyśliłem, że chciałbym się nauczyć robić wiklinowe kosze. Tak trafiłem na warsztaty Serfenty. W ciągu jednego weekendu zrobiłem skomplikowany, tradycyjny koszyk i wprost nie mogłem w to uwierzyć! To właśnie wtedy zakochałem się w tej sztuce.

Norma urzekła w plecionkarstwie mnogość możliwości – po kilku warsztatach przekonał się, że wypleść można niemal wszystko. Zrobił już ul ze słomy, a niedługo planuje się nauczyć wyplatać kosz rozrostowy na chleb. Poza tym, jak mówi, jest to sztuka niezwykle dla niego relaksująca. – Uwielbiam kontakt z naturą podczas zbierania korzeni czy witek. A samo plecenie niesamowicie mnie wycisza, jest niemal jak medytacja – podkreśla Anglik.

Kosz rozrostowy używany jest przy wypieku domowego chleba

Ocalić od zapomnienia

Okazuje się, że na warsztaty przyjeżdżają też zorganizowane grupy z zagranicy. Ostatnio Serfenta gościła Japończyków i Norwegów, wkrótce przyjadą pasjonaci plecionek ze Szkocji.

Jak podkreśla Anna Krężelok, Polska jest dla nich ciekawym kierunkiem, bo szkockie tradycyjne plecionkarstwo zupełnie wyginęło. Są osoby, które próbują je odtwarzać, nie mają się jednak od kogo uczyć. Podobnie ma się rzecz na przykład w Danii. W Polsce mamy to szczęście, że wciąż możemy czerpać wiedzę od tradycyjnych plecionkarzy.

–Nie sądziłam, że plecionkarstwo da się tak rozreklamować – komentuje pani Todzia Sowińska. – Nigdy bym nie powiedziała, że ktoś z drugiego końca świata będzie do nas przejeżdżał, żeby się uczyć pleść! No, ale ja się bardzo cieszę. Bo chciałabym, żeby tradycyjne plecionkarstwo przetrwało. I może dzięki temu, że my to wszystko robimy, ta sztuka nie zginie? Taką mam nadzieję.


© KUKBUK 2018