Liquore al caffe - KUKBUK

Liquore al caffe

Kawę uwielbiam, za to nie znoszę kawowych ciastek i kremów. I jakoś jeszcze nigdy nie wpadłem na to, aby wcinać kawowe lody, więc nie wiem, czy je lubię. I tak rozważając kawowe możliwości wpadłem na kawową nalewkę.
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych. Autor książki „Italia do zjedzenia"

likier kawowy kukbuk

Dręczy mnie Triest ostatnio. Kiedyś już tak było i skończyło się szybką kawą i rogalikiem, gdzieś w bocznej uliczce odchodzącej od Piazza Unita. Potem był jeszcze szybszy niż kawa marsz przez miasto. I wniosek również błyskawiczny: wrócę tu. Chyba powoli zbliża się ten czas.

Nie ma mowy o jakiś argumentach z sensem. Przeważają dziwaczne. Na przykład: jest szansa, że będzie wiała bora. A ja mam straszną słabość do włoskich wiatrów. W dodatku bora jest raczej zimowym wiatrem, a ja mam ochotę na zimowe Włochy. I jeszcze można zajrzeć do sąsiedniej Wenecji i spacerować w mieście, w którym nie będzie turystów, bo się boją aqua alta. A ja mam plan: kupię sobie wysokie kalosze! Albo sprawdzę w piwnicy, bo gdzieś powinny być wodlery ojca. Buty z gumy, idealne na ryby, sięgające do pachwiny. Oprócz argumentów klimatycznych, mam też gastronomiczne.

Triest jest największym portem kawowym w Europie. Wszędzie kawa! I mieszkańcy Triestu piją jej więcej niż Niemcy i Finowie.

Niemcom wychodzi 149 litrów na głowę rocznie, a Triesteńczycy od pierwszego stycznia do Sylwestra wypijają 153 litry kawy. I zastrzegam sobie od razu, że wiedzę czerpię z kryminałów i z książek kucharskich, a nie z Wikipedii, jako że z natury jestem nieco leniwy. I nie narzekam, bo całkiem dobrze na tym wychodzę. Jest to kwestia właściwych wyborów kulinarno-kryminalnych. Wenecję opanowałem na podstawie Donny Leon. I tylko dlatego wiem, gdzie jest posterunek policji i gdzie kupić świeże ryby. Teraz powoli uczę się Triestu. O zamku Miramare i jego lokatorach wiem prawie wszystko. Co i gdzie wyburzył Duce, by dać upust swym imperialnym zachciankom też. Dokąd należy się udać w letnie popołudnie, by wykąpać się w sekrecie też. I dla porządku dodam, że komenda, czyli questura jest zaraz obok Teatro Romano, zupełnie w centrum.

Nie mam jeszcze tylu lat co Galvano, by jeść lody kawowe tylko dlatego, że lekarz zabronił pić kawy. Złośliwy i zrzędliwy, emerytowany medyk sądowy, to mój ulubiony bohater kryminałów Veita Heinichena. Wiele nas łączy i nie jest to, ani wykonywany wcześniej zawód, ani emerytura. I tak rozważając kawowe możliwości trafiłem do kuchni.

likier kawowy kukbuk
likier kawowy kukbuk

Liquore al caffe

1 słój k

Lekko rozdrobnioną w moździerzu  kawę wraz z rozciętą laską wanilii zalewamy spirytusem. Zamykamy w szklanym słoju na dwa tygodnie. Codziennie potrząsamy słoikiem, by dokładnie przemieszać zawartość. Po dwóch tygodniach zagotowujemy wodę z cukrem, przygotowując syrop cukrowy. Wystudzony mieszamy z nalewem. Kawę i wanilię wyrzucamy, a nalewkę odstawiamy na kolejne dwa tygodnie.

Nie wiem jak lody, ale nalewka kawowa podnosi ciśnienie, więc jeśli macie słabe nerwy, nie bierzcie ze mnie przykładu – nie łączcie kryminałów i nalewek! Bo ja nalewam sobie właśnie kieliszek i lecę sprawdzić, kto zabił!

Bartka Kieżuna.


© KUKBUK 2018