Krakowski Makaroniarz i niezwykła wyspa - KUKBUK

Krakowski Makaroniarz i niezwykła wyspa

Na stykach kultur i kuchni rodzą się najsmaczniejsze wynalazki kulinarne.
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych. Autor książki „Italia do zjedzenia"

turcja

Wyspa, niegdyś przez Greków nazywana Tenedos, a dziś przez Turków Bozcaada, od wieków zapisuje się w historii. Położona w pobliżu cieśniny Dardanele była łakomym kąskiem dla wojskowych, ale dla miłośników kulinariów również nie była bez znaczenia.

O idyllicznej wyspie na Morzu Egejskim było głośno od stuleci. Najpierw dlatego, że podczas wojny trojańskiej Grecy po pozostawieniu przed bramą Troi słynnego konia ukryli wszystkie wojska na statkach, a te ustawili tak, że Trojanie nie mogli ich zobaczyć, bo zasłaniała je wyspa. Troja, dziś leżąca nieco dalej od morza, była wówczas miastem położonym niemal nad nim, dlatego właśnie greccy dowódcy mogli wykonać ten manewr. Sylwetka Tenedos na horyzoncie świetnie się do tego nadawała. W sumie u Greków podstęp gonił podstęp – jak widać! Później wszystkie śródziemnomorskie imperia miały na wyspę chrapkę. Opanowała ją armia perska, potem władał nią Aleksander Wielki, była również ważna dla Cesarstwa Rzymskiego, w późniejszych wiekach walczyły o nią Genua i Wenecja, dwa wielkie imperia Morza Środziemnego.

Jednak zawsze gdzieś w tle tych wojen i bitew było wino, bo to z niego wyspa była znana prawie tak dobrze, jak ze swojego położenia. Grecy jako pierwsi docenili wyjątkowe gleby oraz silne wiatry wiejące tu przez cały rok. Produkowane na Bozcaadzie wino było trunkiem rytualnym podczas Dionizjów urządzanych na wyspie na cześć greckiego boga Dionizosa. Tutejsze wino pijali również rzymscy cesarze, bo cieszyło się wyjątkową opinią, a wiadomo, że wszystko, co wyjątkowe, musiało trafić na cesarski stół.

Choć dziś wino wytwarzają tureccy mieszkańcy wyspy, początkowo za jego produkcją wina stali wyłącznie greccy rolnicy. O zamianie ról zdecydowały wielkie zawirowania historii w XX wieku; dziś na wyspie jak w soczewce widać wielokulturową przeszłość.

Główne miasteczko dzieli się na dwie części. Jedną z nich zdobią domy budowane przez Greków z kamienia i kościół Zaśnięcia Marii Matki Jezusa, w drugiej widać drewnianą zabudowę charakterystyczną na przykład dla Stambułu.

To znak, że w tej części dominowali mieszkańcy pochodzenia tureckiego i to oni ustawili w miasteczku meczet Alaybey. Grecką część miasteczka wypełniają sklepiki, galerie oraz kawiarnie i restauracje, a ponad 500 lat współżycia Greków i Turków na wyspie wzbogaciło tutejszą kuchnię, więc warto do nich zajrzeć. Obie części spaja plac, na którym odbywa się targ. Oprócz serów, owoców i warzyw można tu skosztować przetworów owocowych i warzywnych przygotowywanych przez sprzedających. Smakują nieco egzotycznie – zwłaszcza dżem pomidorowy!

Dziś Bozcaada jest jednym z głównych miejsc produkcji wina w Turcji, a uprawy winorośli zajmują tu większość gruntów rolnych. W pierwszym tygodniu września można wziąć udział w festiwalu poświęconym temu trunkowi. Na miejscu prężnie działa kilka sklepów z winem prowadzonych przez producentów i kilka wine barów, gdzie można przed zakupem skosztować produktów z lokalnych i międzynarodowych szczepów – nie proście jednak o degustację w sklepie, tureckie prawo na to nie zezwala.

A potem można odpocząć na jednej z plaż Bozcaady, tutejsze odświeżające wiatry pokochali plażowicze nieprzepadający za wszechobecnym upałem i kitesurferzy. Jest również spora szansa na podglądanie flamingów, które za siedzibę obrały sobie tutejsze słone jezioro. Jest więc co robić, nawet jeśli nie przepada się za winem (są tu tacy?). Można też iść do jednej z piekarni – na Bozcaadzie bowiem pieką wspaniałe ciasteczka z mastyksem. Tymczasem proponuję inne ciasteczka z Turcji, bo na mastyks dopiero czekam! Kiedy dotrze, będzie przepis. Na razie serwuję migdałowe. Receptura pochodzi z nagradzanej książki Gonul Candas’ „Turkish table”, którą kupiłem nie na Bozcaadzie, ale w Troi, bo i tam mnie rzuciło w te wakacje. Relacja wkrótce!

Badem cerezler

Badem çerezler

Masło, cukier, orzechy, cukier z wanilią i proszek do pieczenia łączymy w misce. Dodajemy mąkę i szybko zagniatamy ciasto. Odkładamy je do lodówki, by odpoczęło – na mniej więcej kwadrans (albo chwilę dłużej). Po tym czasie odrywamy z kuli kawałki ciasta i formujemy z nich kulki wielkości orzecha włoskiego. Obtaczamy je w mieszance cukru i cynamonu i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i pieczemy około 7 minut. Ciasteczka powinny się zrobić delikatnie złote.

PS

A jeśli kogoś zafrapowała Bozcaada, to dostać się na nią można tak: najpierw lot do Stambułu, potem autem na południe i promem na wyspę. Brzmi daleko… i to właśnie sprawia, że na wyspie nie ma tłumu turystów, tylko toczy się zwykłe życie, czyli to, co w podróżach lubię najbardziej.


© KUKBUK 2018