Krakowski Makaroniarz i mołdawska wieś - KUKBUK

Krakowski Makaroniarz i mołdawska wieś

Sielska opowieść o urokach prowincjonalnego krajobrazu i kuchni Mołdawii.
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych. Autor książki „Italia do zjedzenia"

moldawia2

Moje kulinarne skojarzenie z Mołdawią będzie od tej pory miało smak sarmali. Te niewielkie gołąbki dotychczas kojarzyły mi się ze smakami Grecji, Bałkanów i świata arabskiego. Teraz dołączyła do nich pełna uroku mołdawska wieś.

Pierwszy raz skosztowałem ich w miejscowości Palanca. To właśnie tam Tatiana Popa założyła małe prywatne muzeum, będące jednocześnie czymś na kształt regionalnego centrum kultury. Nazywa się ono Casă Părintească, czyli Dom Rodziców – i tym właśnie jest, ponieważ gospodyni na potrzeby swoich działań zaadaptowała dom, który zbudowali jej rodzice. Można tam zajrzeć do wnętrza mołdawskiej wiejskiej chaty i przekonać się, jak wyglądało, a czasami wygląda nadal, życie na mołdawskiej wsi.

moldawia2

Przed wejściem do domu należy zrzucić z siebie złe duchy, złe myśli. W tym celu trzeba dotknąć wianka z ziół wiszącego w drzwiach. Wisi tak nisko, że otarłem o niego głową bez najmniejszego problemu, choć wiekowa gospodyni musiała w tym celu wspiąć się na palce. Skrzynie pod ścianami pełne są poduszek z koronkami, wyjątkowych tkanin i strojów na wszelkie okazje, które przez dziesięciolecia własnoręcznie szyły kobiety z rodziny Popa. Ściany we wnętrzu są obwieszone dywanami, których zadaniem było izolowanie przed upałami w lecie i chłodami w zimie. Jest też specjalny pokój dla gości, pełen puchatych poduch i kolorowych narzut, używany tylko w wyjątkowe dni, kiedy w domu przybywało domowników.

Tatiana dom zbudowany głównie ze słomy i z gliny odzyskała w 2000 roku, wcześniej władze ZSRR skonfiskowały go na potrzeby lokalnych urzędników i milicji. Dom ma bielone ściany i brązowe okiennice.

Mołdawska wieś ma charakterystyczną kolorystykę. Domy są bielone wapnem, zupełnie tak jak kiedyś w Polsce. Bieli się też pnie drzew owocowych, a drzwi i okiennice często mają kolor zielony.

Dziś gospodyni oprowadza gości, dumna, że udało się przywrócić budynek do stanu zbliżonego do tego, w jakim jej rodzina musiała go zostawić. Lokalna społeczność spotyka się tu, by posłuchać muzyki czy pleść niewielkie chodniczki, którymi przykryta jest cała podłoga, albo po prostu poplotkować.

Wokół domu rozciąga się ogród pełen kwiatów i ziół, często będących bazą naparów, oraz sad, z którego owoce lądują w nalewkach i dżemach. Palanca jest częścią mołdawskiego szlaku kulinarnego, ponieważ od lat słynie z wyjątkowych czereśni, śliwek i innych owoców, z których miejscowe gospodynie smażą rewelacyjne powidła.

moldawia7

Zasada jest prosta. Te owoce, które wiszą na drzewie, są świetną bazą przetworów. Te, które już spadły, również się wykorzystuje, tyle że z nich powstają delikatesy dla dorosłych, czyli nalewki i destylaty.

Trafiliśmy do Palanki w czerwcu, w sam środek trwającego ponad miesiąc Postu Piotrowego, którego koniec wypada w wigilię święta Piotra i Pawła. Dlatego wszystko, co gospodyni postawiła na stole, było bezmięsne.

Na pierwszy ogień poszły bałabuszki, bułki drożdżowe obficie polane masłem z czosnkiem. Popijaliśmy to winem i naparem z szałwii i melisy, co pewnie pomogło mojej wątrobie poradzić sobie z tą znaczną ilością masła.

Skosztowaliśmy też plăcinty, czyli pieczywa nadziewanego serem owczym (zdarzają się wersje z ziemniakami i kapustą). A potem pojawiły się rzeczone sarmale. Na ich prościutki farsz składały się ryż, marchewka, cebula i koper. Były cudowne, zjadłem ich całą kopę, a później uświadomiłem sobie, że mogę je zrobić w domu, bo sąsiadka ma mnóstwo winorośli (zakładam, że podzieli się liśćmi – choć może błędnie!).

moldawia5
moldawia3

PS 1

Przed domem Tatiany stoi tablica informująca, gdzie w okolicy znajdują się miejsca ciekawe dla smakoszy, a leżące na mołdawskim szlaku kulinarnym.

PS 2

Obok domu stoi piękny stary kościół – też wart chwili uwagi.

 

PS 3

Jeśli poszukujecie wiejskiego autentyzmu i terenów niezepsutych nadmiernym ruchem turystycznym, to wyprawa do Mołdawii jest świetnym rozwiązaniem. Drogi są dziurawe jak szwajcarski ser, ale wzdłuż nich pasą się zwierzęta (wszystkie: krowy, kozy, owce i kury – choć nie wiem, czy kury się pasą) i można je podglądać, jak długo się chce. Aaa, i sery są rewelacyjne! Zwłaszcza ten, na który mówi się bryndza, choć przypomina raczej grecką fetę. Ale że kozak to polsku albo but, albo grzyb, to czepiać się nie będę.

moldawia6

Sarmale

Liście winogron płuczemy pod bieżącą wodą, a później parzymy przez parę minut we wrzątku. Kiedy nieco zmiękną i zmienią kolor, odkładamy je na bok, by przestygły. Cebule siekamy i przesmażamy na oleju, a kiedy się zeszkli, wrzucamy ryż. Podlewając bulionem (uwaga, odkładamy ½ szklanki – przyda się do gotowania sarmali), dusimy do miękkości – mieszamy i pilnujemy, by się nie przypaliło. W połowie duszenia dorzucamy marchewkę startą na tarce o dużych oczkach i pocięte z grubsza zioła. Doprawiamy solą i pieprzem.

Tak przygotowanym nadzieniem faszerujemy liście winogron. Do garnka, który można wstawiać do piekarnika, wlewamy nieco oleju słonecznikowego, układamy na nim liście (mogą być z kapusty!), a na nich kładziemy warstwami sarmale. Na koniec wlewamy ½ szklanki bulionu i wstawiamy garnek do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na mniej więcej 45 minut.

Jeśli nie macie sąsiadki z winoroślą, to kapusta też da radę. Przekonałem się o tym parę dni po wizycie w Palance, w innej części Mołdawii!

Bună ziua! To po mołdawsku „dzień dobry” (więcej się nie nauczyłem!).


© KUKBUK 2018