Krakowski Makaroniarz i malinowa nalewka - KUKBUK

Krakowski Makaroniarz i malinowa nalewka

Czasy kiedy zalewałem spirytusem wszystko, mam już za sobą, ale słoiki pełne dziwnych płynów nadal zdobią półkę w spiżarni. Ostatnio otworzyłem jeden z nich i przez dłuższą chwilę nie miałem pojęcia co wącham, bo niby róża, a niby malina… Cóż to może być?
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych. Autor książki „Italia do zjedzenia"

Wtedy przypomniałem siebie zajścia kuchenne sprzed lat. A było to tak: nalewkę malinową robiłem zupełnie normalnie, bo lubię! Kiedy jednak wylądowałem na Kleparzu i okazało się, że oprócz malin mogę kupić płatki róży, to zrobiłem to, nie myśląc za długo. Marzyło mi się, że zrobię rosolis różany. Jednak los zadrwił ze mnie okrutnie. Pewnie wy też myślicie, że płatki róży są w stanie zabarwić wszystko? Otóż nie. Wielki wór płatków zalany spirytusem dał nalew w kolorze błota, a raczej może różowych majtek, które bardzo, bardzo długo leżały w błocie. Pochichotałem z własnego rosolisu, ale coś trzeba było z nim zrobić.

W słoiku obok stały maliny i to już od jakiegoś czasu, więc zalane w piętkę. Pomyślałem, że wleję różę do malin, odstawię i się zobaczy. No i powstała wspaniała rzecz!

Apeluję: idźcie na targ, albo do babcinego ogródka – póki jeszcze są jesienne maliny, najlepsze, bo najbardziej aromatyczne, zrywajcie płatki róż (bo też jeszcze są!) i zróbcie sobie gigantyczną przyjemność na zimę!

 

Nalewka malinowo-różana

Zagotowujemy wodę. Kiedy zawrze, wsypujemy cukier i mieszamy, by się rozpuścił. Odstawiamy do wystudzenia. Zimnym syropem cukrowym mieszamy spirytus. Do dużego słoja wrzucamy maliny, potem płatki róż, a całość zalewamy alkoholem. Odstawiamy w ciemne miejsce na minimum trzy miesiące, choć trzy lata byłoby zdecydowanie lepszym okresem, ale zima nie będzie czekać!

Jeśli zapytacie mnie, co taka receptura ma wspólnego z Włochami i Krakowskim Makaroniarzem, to odpowiem zgodnie z prawdą – niewiele, bo maliny, poziomki i truskawki występują w Italii w małych pudełkach i nie są niestety tak smaczne, jak te z Polski. Wychodzi zatem na to, że Włosi mogą nam nalewki zazdrościć! Pogodę może i mamy gorszą, ale malinową nalewkę, zwłaszcza z dodatkiem róży, mamy za to absolutnie wspaniałą!

PS No i w Rzymie też czasami jest jesień 🙂


© KUKBUK 2018