Krakowski Makaroniarz i dramatyczny brak szparagów - KUKBUK

Krakowski Makaroniarz i dramatyczny brak szparagów

Hotele bywają świetne, ale pozbawiają możliwości gotowania. To problem zwłaszcza wtedy, gdy jest się we Włoszech i trwa sezon na szparagi. Ale po kolei…
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych. Autor książki „Italia do zjedzenia"

calabria1

Szparagi i bób to była pierwsza rzecz, jaką zobaczyłem w Kalabrii. Oczywiście najpierw były lotnisko i punkt wynajmu samochodów, ale chwilę potem, gdzieś pomiędzy miasteczkami, przy drodze, pani, która dorabiała do emerytury. Nie, nie, wcale nie w taki sposób, jaki wam teraz przyszedł do głowy. Miała przed sobą trzy skrzynki – jedną z bobem, drugą z dzikimi szparagami i trzecią pełną pomarańczy. Tych ostatnich nabyłem wielką siatkę. Były absolutnie wspaniałe, wisiały na drzewie wystarczająco długo, by mieć w sobie tyle cukru, ile tylko się da. Oczywiście za chwilę ręce kleiły mi się do wszystkiego, jak trzylatkowi, który zderzył się z watą cukrową. Machałem więc tymi klejącymi się łapami na prawo i lewo, opowiadając pełne nadziei historie, jak to objem się bobu i szparagów, i jeszcze karczochów – dodawałem siłą rozpędu.

Minęły cztery dni! CZTERY, a my NIGDZIE, ale to NIGDZIE, w żadnej restauracji, nie znaleźliśmy ani bobu, ani szparagów, ani karczochów, ani w ogóle nic świeżego.

Smutek ogarniał mnie coraz większy, bo gdybym miał kuchnię, to sam bym sobie pomógł, a tak pozostało mi oglądać bób na targu, a szparagi w siatkach włoskich gospodyń. Nie wiem, czy szefowie kuchni w Kalabrii bywają na targu, możliwe, że nie, bo może po prostu nie widzą, co się dzieje w ogrodzie. A jeśli widzą, to nie wiem, co im przychodzi do głowy, żeby turystów karmić owocami morza – z Azji pewnie – zamiast tym, co za oknem. I mimo że kocham makaron z ’ndują, skosztowałbym chętnie czegoś innego… Sezonowości nie trzeba się wstydzić – zapewniam!

krakowski makaroniarz szparagi

Wróciłem do Małopolski, kupiłem szparagi, które przyjechały tu z Południa (pewnie nawet z Włoch), i jem. Dopiero tutaj, bo w Italii nie miałem kuchni, tak jak tamtejsi szefowie kuchni kontaktu z rzeczywistością za oknem.

Nie przeczę, jadłem w Kalabrii bardzo dobrze, ale pojąć nie mogę, po co rzucać na talerz sery, wędliny, ryby – i warzywa sott’olio zamiast świeżych, z ogrodu, na przystawkę. Wiem, że tradycja rzecz święta, ale u licha, kalabryjscy kucharze, dajcie turystom bobu!

Tyle powiem! I idę robić makaron ze szparagami. Po włosku, we własnej kuchni.

Penne con asparagi verdi e speck

Na oliwie szklimy posiekane szalotki. Szparagi myjemy i po odcięciu stwardniałych końcówek przekrawamy na trzy równe części. Na patelnię dokładamy speck (pancetta też będzie świetna) w większych kawałkach. Potem dorzucamy szparagi i dusimy 7-8 minut. W tym czasie gotujemy makaron – wodą z gotowania podlewamy szparagi (muszą jednak pozostać jędrne i chrupiące). Przygotowany na patelni sos łączymy z ugotowanym al dente makaronem. I od razu zjadamy!


© KUKBUK 2018