Krakowski Makaroniarz i deser z weneckiego getta - KUKBUK

Krakowski Makaroniarz i deser z weneckiego getta

Z Wenecją będą mi się kojarzyły słodycze. Ale nie każde, bo najbardziej zapamiętałem te kupowane na terenie getta. Ta wyjątkowa dzielnica ma bardzo dużo uroku, i to nie tylko kulinarnego.
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych. Autor książki „Italia do zjedzenia"

Getto w Wenecji jest najstarsze na świecie. To wenecjanie jako pierwsi (choć nie jest to szczególny powód do chluby) wyodrębnili dzielnicę żydowską w mieście. Dziś uważne oko dojrzy zawiasy od bram zamykanych co wieczór przez prawie 300 lat. Te zniknęły dopiero, kiedy w mieście pojawił się Napoleon, wcześniej zatrzaskiwały się o zmroku i otwierały dopiero o świcie.

Z Wenecji pochodzi też słowo „getto”. Wcześniej w tym miejscu istniały odlewnie metalu ghetti. Po tym, jak teren został przeznaczony na dzielnicę żydowską, nazwa zyskała nowe znaczenie. Językoznawcy trochę się o to kłócą, ale ich spory pozostawiam na boku, bo jakieś rozwiązanie trzeba przyjąć.

Teren getta się nie powiększał, przybywało za to ludności żydowskiej w Najjaśniejszej. Dlatego dziś na głównym placu dzielnicy wciąż można zobaczyć zabudowę odbiegającą od weneckich standardów. Włosi stawiali eleganckie palazzi o niewielkiej liczbie pięter, ale sporej wysokości. Kamienice na terenie getta mają w zasadzie tę samą wysokość, ale pięter jest tam znacznie więcej, bo siedem, czasem nawet osiem.

Dziś na terenie getta działają restauracje karmiące turystów mieszanką kuchni żydowskiej i włoskiej. Jeśli komuś się zamarzy, może przekąsić nieco humusu. Można tak zrobić, ale po co wcinać humus w Wenecji? Trzeba za to udać się do cukierni Panificio Giovanni Volpe, by skosztować jednego ze słynnych żydowskich deserów. Impade to kruche ciastko w kształcie długiego pieroga, nadziewane migdałami. Pyszne i w rozsądnej cenie 1,30 euro za sztukę. Kto jednak nie ma w planach wizyty w Wenecji, może je zrobić w domu.

Impade

Migdały mielimy na mąkę. Dodajemy cukier i skórkę cytrynową. Mieszamy i odstawiamy.
Z pozostałych składników zagniatamy ciasto. Dzielimy je na 15 części. Każdy kawałek rozgniatamy w dłoniach na płasko, nieco wałkujemy i formujemy eliptyczny kształt. Faszerujemy migdałami i sklejamy jak pierogi wzdłuż dłuższej części. Ciastka układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia grzebieniem do góry. Pieczemy na złoto.


© KUKBUK 2018