Kaczka ala gęś - KUKBUK

Kaczka ala gęś

(Nie)Tradycyjne danie na Świętego Marcina – kaczka faszerowana kasztanami prosto z Niemiec.
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych. Autor książki „Italia do zjedzenia"

kaczka ges kukbuk

To nie był dobry dzień. Coś pomiędzy jesienią a zimą. W takich sytuacjach trzeba ratować się zakupami i gotowaniem. Nie ma innego wyjścia.

Kupiłem więc kilogram polskich kasztanów, „Monologi” Magrisa i kryminał „Śmierć na liście oczekujących”, którego akcja dzieje się w Trieście (żeby zrobiło się bardziej włosko). Do tego wino z Alzacji. I kaczkę. Od razu poczułem się lepiej. Międzynarodowo. Ale zamiast poczytać w spokoju, zabrałem się za kaczkę.


Poszukiwania przepisu na ten rodzaj drobiu w kasztanach okazały się bezowocne.


 

Znalazłem jednak inną, dobrą informację – na Świętego Marcina Niemcy przyrządzają gęś faszerowaną kasztanami. Postanowiłem potraktować kaczkę jak gęś, zastanawiając się intensywnie, dlaczego drób ten, tak rzadko gości na włoskim stole.

kaczka ges kukbuk
kaczka a la ges kukbuk

Kaczka ala gęś

4-5 porcji f

Kasztany nacinamy na grzbiecie i gotujemy 10-15 minut. Obieramy jeszcze gorące (gdy wystygną fatalnie się obierają, gdy są gorące troszkę lepiej, co wcale nie znaczy, że dobrze). Kasztany wrzucamy na patelnię do przesmażonej na maśle cebuli i natki pietruszki. Solimy. Po chwili dokładamy obrane i pocięte na ćwiartki jabłka. Ostawiamy, żeby przestygło i w tym czasie nacieramy kaczkę dużą ilością soli, majeranku i pieprzu. Potem wkładamy do niej kasztany z jabłkami i albo zaszywamy, albo spinamy szpikulcem do szaszłyków. W brytfannie układamy marchew pociętą na kawałki, kładziemy na niej ptaka. Posypujemy solą, pieprzem i resztką pietruszki. Pieczemy w 180 stopniach około 2,5 godziny. Kaczka musi nabrać koloru złota. W tym czasie czytamy Magrisa albo kryminał, popijamy alzackim winem. Potem dzwonimy po znajomych. Razem zjadamy kolację. A po niej możemy pograć w karty. I znów napić się wina. Po takich wieczorach stwierdzam z nadzieją, że może uda mi się przeżyć kolejną zimę w Polsce.


© KUKBUK 2018