Wystawa Caravaggia w Mediolanie - relacja Krakowskiego Makaroniarza

Castagnole di ricotta

Krakowski Makaroniarz z Rzymu pędzi do Mediolanu, żeby nakarmić oczy sztuką, a brzuch pizzą. Nam serwuje deser!
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych. Autor książki „Italia do zjedzenia"

makaroniarz

Wieść o wystawie dzieł Caravaggia w Mediolanie gruchnęła, dla mnie przynajmniej, dość nieoczekiwanie, na dwa dni przed jej otwarciem. Jako wielki entuzjasta ogromnego talentu Włocha musiałem tam dotrzeć.

Plusem tej sytuacji wydawało się to, że i tak byłem już we Włoszech. Skok z Rzymu do Mediolanu planowałem wykonać w weekend, korzystając z usług tanich linii lotniczych. I co? I nic… Nie ma bowiem, jak się okazało, tanich lotów na tej trasie. Są jedynie drogie pociągi – frecciarossa, czyli czerwona strzała, gna ze średnią prędkością około 250 kilometrów na godzinę; działalność tej szybkiej kolei parę lat temu zainaugurował ówczesny włoski premier Silvio B.

krakowski makaroniarz mediolan1

Cóż było robić, serce nie sługa, porzuciłem precz zdrowy rozsądek i pognałem do Mediolanu czerwoną strzałą, tłumacząc sobie, że transport do Waszyngtonu jest droższy, a przecież kilka obrazów przypłynęło lub przyleciało do stolicy Lombardii właśnie ze Stanów. Kalkulacja była wyrachowana, ale przyniosła wynik jednoznaczny.

Mediolan przywitał mnie pogodą pod psem, dlatego prosto z pociągu pognałem do Palazzo Reale. Minąłem strażników na schodach i ustawiłem się w kolejce do okienka z rezerwacjami. Wreszcie odebrałem bilety i mogłem się zanurzyć w świecie Caravaggia.

Spacer – obok 20 arcydzieł prezentowanych w kolejności ich powstawania – wyciemnionymi salami, w których oświetlone zostały tylko obrazy, był ogromną przyjemnością i upewnił mnie w moim uczuciu do Caravaggia. Oprócz momentów wzniosłych były te nieco bardziej przyziemne, bo z kontemplacji Świętej Rodziny wyrwało mnie chrapanie donośniejsze niż dzwony mediolańskiej katedry.

Pewien pan, znużony nieco sztuką, zdrzemnął się na ławeczce pod ścianą. W panujących we wnętrzach ciemnościach i nabożnej atmosferze nie było to trudne.

Po przerwie na szybki obiad – zjedliśmy świetną pizzę od Gino Sorbillo, w mediolańskiej filii jednej z najlepszych na świecie pizzerii o neapolitańskich korzeniach – a przed odjazdem do Rzymu wpadliśmy jeszcze do Pinacoteca di Brera. Jak widać, sztuki nigdy dość! Nakarmiłem się!

Po powrocie do Rzymu skupiłem się na karnawałowych przyjemnościach dla ciała i postanowiłem skosztować castagnoli robionych na bazie ricotty. Te słodycze, przypominające kształtem i kolorem kasztany, to karnawałowy obowiązek. Bywają różne, są i takie, do których przyrządzenia wykorzystuje się ser. Nie znalazłem ich w żadnej rzymskiej cukierni, dlatego sam zabrałem się do smażenia.

PS. Wystawa Dentro Caravaggio miała się skończyć 31 stycznia, ale została przedłużona do końca lutego!

castagnole krakowski makaroniarz

Castagnole di ricotta

n

Jajko rozkłócamy z cukrem (trzepaczką). Dodajemy skórkę pomarańczową, proszek do pieczenia, cynamon, cukier z wanilią i sól i dokładnie mieszamy. Dokładamy ricottę i znów dokładnie, ale niezbyt długo mieszamy. Wsypujemy mąkę i łyżką łączymy ze sobą składniki ciasta (będzie wilgotne i będzie się nieco lepiło do rąk). Oprószamy dłonie mąką i formujemy z niego mniej więcej 30 kulek, odrobinę mniejszych od orzecha włoskiego. Smażymy w gorącym oleju, odsączamy na papierowym ręczniku i, jeszcze gorące, zanurzamy w miseczce z cukrem. Najlepsze pierwszego dnia!

 


© KUKBUK 2018