Kukbuk
Kukbuk
żywa kuchnia

Laurent de Bremaeker: Dieta zaczyna się w głowie

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Wiosna sprzyja podejmowaniu decyzji o zmianach, także tych dotyczących diety. Jednak informacji o tym, co i jak jeść, jest tyle, że trudno połapać się w tym, co sprawi, że nasz organizm zyska na zdrowiu, sile i energii. Którym opiniom ufać i po jakie produkty sięgać? Pytamy Laurenta De Bremaekera, eksperta w dziedzinie zdrowego żywienia i założyciela Żywej Kuchni, o jego sposób na dobre żywienie.

Tekst: Ania Czajkowska

Zdjęcia: Maciej Niemojewski 

Opublikowano: 19 Marca 2019
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 9 minut!

Im bardziej zagłębiamy się w temat jedzenia, tym więcej pojawia się wątpliwości. Szukamy dobrej formuły na to, jak się odżywiać, ale teorii dotyczących tego, co zdrowe, jest zbyt wiele. Do tego wyniesiony na ołtarze produkt za chwilę okazuje się wcale nie tak korzystny. Jak się w tym odnaleźć? 


Myślę, że nie ma jednej diety, która byłaby dobra dla wszystkich i odpowiednia do końca życia. Ludzie pytają, jaki sposób żywienia wybrać, i oczekują planu na zawsze – a taki nie istnieje. To, co jemy, powinno być dostosowane do wieku, płci, trybu pracy. Osoba, która ma 60 lat, potrzebuje innych składników niż 15-latek. Inny sposób żywienia będzie odpowiedni dla kogoś, kto jest w związku małżeńskim i ma dwójkę dzieci, a inny dla bezdzietnego singla – nawet jeśli są w tym samym wieku, różni ich styl życia. Dziś ludzie chcą mieć jeden wzór, ale to tak nie działa. To jakby chcieć być zawsze szczęśliwym. Rzeczy się poruszają, zmieniają. Popatrzmy na sezony – liście spadają i znowu rosną, mamy wiosnę i jesień. Tak samo w życiu – jest miejsce na smutek, złość, frustrację, szczęście. Podobnie z jedzeniem. Jemy dużo, a potem mało, ciągnie nas do tłustego, a innym razem mamy ochotę na słodkie.

biała rzodkiew, żywa kuchnia

W jaki sposób znaleźć to, co jest dla nas dobre tu i teraz ?

Wybierając produkty, których zjedzenie jest dla nas najbardziej naturalne.

A jak to rozpoznać?

Wsłuchać się w potrzeby swojego ciała. I zadbać o nie od strony fizycznej, ale też emocjonalnej. Kiedy mamy dobry kontakt ze swoim ciałem, zwiększa się świadomość tego, co jest dla nas dobre. Czujemy to intuicyjnie. W idealnej sytuacji, robiąc zakupy, powinniśmy się rozejrzeć i automatycznie sięgnąć po produkty, których organizm potrzebuje. I nie oznacza to, że znając nowe trendy w odżywianiu, sięgamy po coś z myślą „powinienem jeść tego więcej”.

żywa kuchnia warszawa, dieta wegańska

Czyli ideałem byłoby to, że wkładamy do koszyka produkt, bo w organizmie brakuje jakiegoś składnika, a ciało to wie, zanim dowie się głowa?

Wiele osób jest teraz tak zafiksowanych na tym, co powinny jeść – na diecie albo pewnym obrazie ich samych – że zapominają o tym, by zestroić się z własnym ciałem i być otwartym na jego prawdziwe potrzeby. Również emocjonalnie. Między ciałem a emocjami jest silna zależność. Jeśli czyjeś życie było ciężkie, obfitowało w przykre zdarzenia, ktoś miał trudnych rodziców albo jego przyjście na świat było skomplikowane – to te sytuacje odciskają piętno nie tylko na emocjach, ale i na ciele. Infekują je. A tym samym sposób, w jaki ten ktoś je, również jego myśli. Jeśli nigdy nie miał okazji, by o tych trudnych zdarzeniach porozmawiać, oczyścić uczucia z nimi związane, warto zacząć od tego. Emocje to część diety. Ludzie zazwyczaj to pomijają. Mówią: jedz w ten sposób, a taki otrzymasz rezultat. Tymczasem ciało i umysł to naczynia powiązane. 

żywa kuchnia

Żegnajcie, trzydniowe diety! Potrzeba cierpliwości i systematyczności. 

Dokładnie. Jeśli zrobimy to za szybko, a wiele osób stosuje diety 10-dniowe czy 14-dniowe, nie przyniesie to żadnej korzyści. Dieta się skończy, a my wrócimy do starych nawyków. Wszystko dlatego, że nie zmieni się nic na głębszym poziomie. Takie zrywy tylko stresują ciało.

Dużo pracy przed nami. Jak zacząć, żeby się nie zniechęcić? 


Najpierw trzeba podjąć decyzję, o tym, że chce się coś zmienić. Kiedy już zapadnie, rzeczy będą się działy powoli. Najlepsza droga do zmiany to przyjrzeć się, ze szczerością, temu, co zjadamy przez cały dzień. Kiedy się budzimy – co jemy jako pierwsze? Co robimy? Obserwujmy to, co robimy w ciągu doby. Zobaczymy wtedy na przykład, że dany nawyk to sięganie po kawę czy inną rzecz. Pomyślmy wówczas: „Czemu to robię? O, to tylko nawyk!”. Potem zastanówmy się, czy to naprawdę służy ciału, czy je karmi. I tak od rana do wieczora. Jakie mamy nawyki? Jest dziesiąta i jemy coś słodkiego. Trzynasta – jemy to czy tamto, o trzeciej kolejna rzecz. Ewaluacja dnia. Po prostu się przyglądajmy, nie oceniajmy. 

Dzięki temu zauważymy schemat. 


A wtedy sprawy staną się dla nas oczywiste, jasne. Że to nie potrzeba – to nawyk, że ta rzecz nam nie pasuje. Kiedy to zauważymy, możemy sobie powiedzieć: „Okej, zamiast kawy rano spróbuję czegoś innego”. Kolejna sprawa – ludzie są zajęci tym, co dostarczają organizmowi, a bardzo mało uwagi poświęcają temu, co wydalają. Jeśli będziemy codziennie wystawiać śmieci przed dom, a nikt ich nie odbierze, zaczną wydzielać przykry zapach, wkrótce rozmnożą się bakterie, przyjdą dzikie zwierzęta. Więc warto przyjrzeć się i temu. Powoli, kiedy wypracujemy w sobie dobre nawyki żywieniowe, zauważymy, że mamy większą przejrzystość umysłu, odrobinę więcej energii. Będziemy mniej zrzędzić, będziemy mieć lepszy sen. 

żywa kuchnia, laurent, zdrowa dieta

Dajemy impuls i zaraz go wstrzymujemy.

To nie działa przecież tak, że gdy jest nam zimno i jutro chcemy mieć lato, to ono przychodzi. Musimy poczekać na koniec zimy, przejść wiosnę. Ciało ma swój rytm działania i potrzebuje, by go respektować. 


Rozpoznaliśmy i przeanalizowaliśmy już swoje nawyki. Widzimy, co nam służy, a co nie do końca. Co dalej?

Wtedy wybieramy te, które najłatwiej zmienić. Od tego zacznijmy. Jeśli poranek bez kawy jest dla nas nie do wyobrażenia, zostawmy kawę. Znajdźmy coś innego. Jeśli rano sięgamy po kanapkę, spróbujmy zamiast niej zjeść jajka. To mała zmiana, ale już coś daje. A może uda się zmienić to na smoothie? Jeśli o dziesiątej zawsze jemy coś słodkiego, spróbujmy zamiast tego zjeść owoc. Albo powiedzmy sobie: „Kiedy mam ochotę na przekąskę, napiję się wody” – bo ludzie często myślą, że są głodni, a są odwodnieni. Osoby, którym pomagałem w Belgii zmienić nawyki żywieniowe, stosowały właśnie taką zasadę: „Jesteś głodny? Sprawdź, czy głodu nie mylisz z pragnieniem”. Kto nie lubi wody – niech wypije wodę z cytryną. Jeden nawyk, przez tydzień czy dwa – i to pozwoli zobaczyć, jak działa zmiana. Potem może nabierzemy ochoty na więcej. Może następna będzie kawa? Nie ma nic złego w kawie, ale jeśli pije się ją przez długi czas, bez przerwy, to już nie nawyk, tylko uzależnienie. 

 

Prócz tego, że nie odróżniamy głodu od pragnienia, nie umiemy też czasem rozpoznać, czy w ogóle czegoś nam potrzeba i w jakiej ilości. 

To kwestia dobrego zestrojenia się z organizmem. Wtedy jesteśmy wyczuleni na jego potrzeby.

Wróćmy do emocji.

Nie należy ich pomijać, jeśli chcemy być zdrowsi. Jeśli się wypłaczemy, czujemy się lepiej, a lepsze samopoczucie przekłada się na zdrowie. Podobnie ruch. Kiedy ćwiczymy, uprawiamy jogę, medytujemy – oddech staje się głębszy, zapewniamy ciału więcej tlenu. Dobre odżywianie się to nie wszystko. Jeśli jemy zdrowo, ale jesteśmy źli, zagniewani, niesiemy bagaż emocjonalny, a ciało jest spięte, nie liczmy na dobry efekt. Ten, kto jest zrelaksowany i zadowolony, choćby nie miał dobrej diety, będzie żył dłużej i w lepszej kondycji. To taki paradoks. Dlatego bardzo ważne, żeby za dbałością o ciało i dietę szła dbałość o emocje.  

żywa kuchnia, warszawa, laurent zdrowe nawyki

Robiłam ostatnio test sprawdzający, w jakim wieku jest moje serce, przygotowany przez departament zdrowia w Nowym Jorku. Pytania dotyczyły wielu kwestii, ale żadne nie sprawdzało poziomu stresu czy stanu emocji. Lekarze, dietetycy wciąż zbyt rzadko biorą pod uwagę ten aspekt.

Ludzie, którzy specjalizują się w dbaniu o ciało przez fitness, będą mówili do nas swoim językiem. Ci, którzy działają w sferze duchowej, dadzą rady duchowe. Ważne jest, by spojrzeć na to z dystansu i samemu spróbować zauważyć połączenie. Tyle że ludzie często nie są tym zainteresowani. 

W ogóle kwestia szukania autorytetu na zewnątrz, nie w sobie, jest dużym problemem. Gdzie ty ich szukasz?

Myślę, że każdy z nas wie, co jest dla niego najlepsze. Oczywiście są osoby bardziej świadome. Sądzę, że każdy jest wart tego, by go wysłuchać na jakimś poziomie. Ale na koniec dnia ścigamy się z samym sobą. Więc chodzi o to, by być ze sobą szczerym. Z tym, co mówię, jak się zachowuję, jak traktuję ludzi, jak dla nich gotuję. To nie jest proste. Szczerość wymaga praktyki. 

żywa kuchnia, laurent, zdrowe nawyki

Jak to wszystko przekłada się na sposób prowadzenia Żywej Kuchni?

Moją najważniejszą zasadą jest, by ludzie po zjedzeniu posiłku czuli się dobrze. By osiągnęli taki stan, w którym ich ciało wciąż dobrze funkcjonuje. Nie czuli się ociężali, zmęczeni, nie potrzebowali odpoczynku czy kawy. Ten efekt jest spowodowany dobrym połączeniem produktów – w każdym daniu znajdą coś, co wykiełkowało, coś surowego i coś poddanego fermentacji. Jedzenie pełne enzymów, które wspomogą proces trawienia. W Żywej Kuchni nie używamy glutenu i produktów mlecznych, bo są kwasowe i ciężko je strawić. Do tego wszystkie dania przygotowuję w niskiej temperaturze. Wiele osób, które jedzą u nas, zauważa różnicę w samopoczuciu, choć czasem trochę to trwa, bo ludzie przywykli, że uczucie nasycenia jest tożsame z tym, że czują się ciężko. To miłe, kiedy wracają do Żywej Kuchni nie dlatego, że rozumieją, co robię, ale dlatego, że czują efekt tych działań.

 

Laurent de Bremaeker, specjalista w dziedzinie żywienia i współzałożyciel konceptu "Żywa Kuchnia", jest jednym z jurorów konkursu KUKBUK Poleca. Więcej o konkursie przeczytasz tutaj.

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!